To zupełnie nie tak miało być.
Bo była wódka. Sporo. Jeden Absolut, drugi, trzeci…
I poszliśmy do ratowników, i się napierdoliłem, i wracałem a ktoś nas fotografował, i potem jeszcze piłem, i wylałem zupkę chińską, i jeszcze wódkę z sokiem z czarnej porzeczki, i wiele się działo.

Ale dzisiaj rano obudziłem się, mając u boku dwudziestoletniego francuskiego praktykanta jednego z największych tygodników ogólnopolskich. Nie będę kłamał, że „do niczego nie doszło”. Ale powiem też szczerze, że do niczego konkretnego nie doszło.
Ja pierdolę.
Tego się nie spodziewałem.

Ale kaca nie mam. Jak zawsze po Absolucie. Rządzi.

Wypowiedz się! Skomentuj!