Podziel się z innymi:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone

Obraziłaby się pewno, ale była najważniejszą postacią zamieszek w Stonewall i – za to nie obraziłaby się w ogóle – jedną z najgorzej ubranych drag queen w historii.

Mam nadzieję, że amerykański film „Stonewall”, który miał swoją premierę w 2015, nigdy nie trafi do Polski. Fatalne sportretowano tam wydarzenia z 1969 roku, które otworzyły drogę do powstania ruchów LGBT. Historia tego wydarzenia została wybielona i zmaskulinizowana. Czyli mówiąc inaczej: dostosowana do potrzeb Hollywood. My nie możemy zapominać, że tymi, które i którzy zaczęli zamieszki w Stonewall Inn były niebiałe transy i drag queen. A na ich czele zdecydowanie postawić można Marshę P. Johnson.

Ona pierwsza rzuciła kamień

Tak prawdę mówiąc, to nie kamień tylko szklankę. W momencie, gdy policja rozpoczynała – po raz kolejny – nalot na bar Stonewall Inn w Nowym Jorku, Marsha wyraziła swój sprzeciw i wykrzykując, że ma dość, rzuciła szklanką o lustro. Tak wspominają to ci, którzy byli na miejscu i ci, którzy słuchali relacji świadków wydarzenia. Można więc śmiało powiedzieć, że bez niej nie byłoby zamieszek Stonewall – a więc pewno i historia całego ruchu potoczyłaby się zupełnie inaczej.

Wszyscy, którzy znali Marshę podkreślali, że była osobą, która niczego się nie bała i stawiała bycie sobą ponad wszystko inne. Była osobą trans, która po przeprowadzce z domu rodzinnego do Nowego Jorku zmieniła formalnie swoje imię. Znana była z tego, że zawsze można było ją spotkać na Christopher Street. Była strasznie biedna i przez dużą część życia bezrobotna. Ale nie przejmowała się tym i żyła po swojemu.

Sama podkreślała, że nie jest jakąś wyrafinowaną drag queen. Że nie stać jej na to, by kupować drogie sukienki i dodatki. Więc chodziła do second-handów lub sklepów prowadzonych przez Armię Zbawienia, by tam za 2-3 dolary kupić kompletny outfit. Uwielbiała dodatki z kwiatów. Dlatego znała wszystkich handlarzy sprzedających je w konkretnym miejscu w Nowym Jorku. A oni znali ją. I pod koniec dnia dostawała od nich – za darmo albo za bezcen – resztki, jakie im zostawały.

Marsha P. Johnson

Słynęła z tego, że była po prostu sobą i w dupie miała, co sądzą o niej inni – olewała złośliwe uwagi i zaczepki związane z tym, że żyła, jako kobieta mimo wyraźnie męskich cech wyglądu. Szybko przywykła do takiego traktowania – także dlatego, że była osobą biedną i nie miała stałego miejsca zamieszkania czy pracy, co także przyczyniało się do złego traktowania ją przez innych. Marsha nie była jedyną osobą, która musiała cierpieć w ten sposób. Osoby transpłciowe w latach 60. i 70. XX wieku były dyskryminowane w USA jeszcze bardziej niż dzisiaj. Marsha wraz z aktywistką na rzecz praw osób trans Sylvią Riverą założyła Street Transvestite (dziś: Transgender) Action Revolutionaries (STAR), czyli uliczną akcję rewolucjonistów transowych, by wspierać wszystkie osoby, które spotykały się z brakiem akceptacji ze strony społeczeństwa.

Nie zwracaj na to uwagi

Urodzona jako Malcolm Michaels, Marsha zmieniła swoje imię w 1966 roku, gdy przeprowadziła się z New Jersey do Greenwich Village. Często pytaną ją, co oznacza P. w jej imieniu. Ona odpowiadała „pay it no mind” („nie zwracaj na to uwagi”). To odpowiedź, której musiała udzielać wiele razy, gdy pytaną ją czy jest mężczyzną czy kobietą. Tak nienawidziła tego pytania, że odpowiedź na nie ukryła w swoim imieniu.

Marsha była ekscentryczną kobietą, która znana była z powodu swoich egzotycznych kapeluszy i bardzo ostentacyjnej biżuterii. Gdy nosiła te rzeczy – a więc przez większość czasu – była Marshą P. Johnson. Czasem jednak zdarzało się jej wracać do męskiej postaci i znów stawać się Malcolmem. Jednakże lepiej zawsze czuła się jako Marsha. Tak też woleli ją znać ci, którzy byli jej bliscy. Przyjaciół w Nowym Jorku, w którym żyła od 1966 do 1992 roku, miała co nie miara. W tych czasach ubieranie się przez mężczyzn w damskie ubrania nadal było w wielu miejscach przestępstwem. Nawet liberalny dziś Nowy Jork był wówczas miejscem, gdzie ludziom takim, jak Marsha żyło się bardzo trudno.

Dzięki jej aktywności w organizacjach takich jak STAR czy GLF, Marsha trafiła na obrazy i zdjęcia samego Andy’ego Warhola, który w 1975 zrealizował projekt „Ladies and gentleman”. Nie podpisano jej ani jako „kobietę”, ani „mężczyznę”. O to właśnie chodziło – o pokazanie pewnego piękna bez przypisywania mu konkretnych etykietek.

Marsha zmarła 6 czerwca 1992. Jej ciało wyłowiono z rzeki Hudson. Policja i śledczy stwierdzili, że przyczyną śmierci było samobójstwo. Jednakże ci, którzy ją znali twierdzili, że to niemożliwe. Niektórzy świadkowie podkreślali, że widzieli tego dnia wcześniej Marshę, jak była zastraszana i domagali się dokładnego śledztwa w sprawie jej śmierci. Nigdy się go nie doczekali.

Na podstawie: http://outhistory.org/exhibits/show/tgi-bios/marsha-p-johnson

Skomentuj
Podziel się z innymi:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone