Z fali nienawiści, jaką uwolnił Mariusz Pudzianowski swoimi rasistowskimi oraz seksistowskimi wpisami na temat Joanny Grabarczyk z HejtStop, można dojść do wniosku, że w pełni bezpieczna przestrzeń to podstawa do jakichkolwiek działań. Z podobnego założenia wywodzi się idea Żywych Bibliotek, których Forum już za miesiąc odbędzie się we Wrocławiu. Czy jednak w pogoni za owym bezpieczeństwem nie mijają się one ze swoim celem?

Patryk Sierpowski

people-1099791_960_720Zapewnienie wolność od przemocy jest niezbędne w aktywizmie. To grunt, bez którego trzeba byłoby zastanowić się nad sensem działania. Przypuszczam, że z tych samych intencji zrodził się pomysł Żywych Bibliotek. Mają nam one oferować bezpieczną przestrzeń do zmierzenia się ze stereotypami oraz uprzedzeniami związanymi z różnymi wykluczonymi grupami. Sam jednak wątpię w ich skuteczność.

Czym jest Żywa Biblioteka? Według organizatorów i organizatorek, od wypożyczalni lektur różni ją tylko fakt, że „książkami” są w niej ludzie. Podczas spotkań goście i gościnie w atmosferze dialogu mogą zapoznać się z zawartością „katalogu”, w skład którego wchodzą różne „tytuły” takie, jak buddysta, lesbijka, Rom, nastoletnia matka czy były więzień.

Samo określenie „żywe książki” oraz wachlarz słownictwa z nimi związanego i sprowadzającego osoby do roli przedmiotów zawsze wywoływało we mnie irytację. Mamy tam do czynienia z prawdziwymi ludźmi, których po „przeczytaniu” nie odłożymy na półkę. Obawiam się też, że będziemy miały i mieli spory problem z umieszczeniem ich w odpowiednich, niemal monolitycznych, rubrykach katalogu, z którego korzystają przychodzące osoby – w końcu trudno ograniczyć tożsamość danego człowieka tylko do jednej cechy.

W Żywej Bibliotece wszystko opiera się bowiem na odrealnionych zasadach, które, co prawda, umożliwiają nam dyskusję, ale równocześnie kreują fałszywy model rzeczywistości, jako wiecznie otwartego na rozmowę oraz, co jeszcze bardziej złudne, uporządkowanego, niemal binarnego świata różnorodności. Wystarczy jednak wyjść poza próg Biblioteki, żeby zorientować się, że wizja, jaką tam zyskujemy, pryska nagle niczym bańka mydlana.

Oczywiście, dzięki Bibliotekom nasze umysły mogą otworzyć się na niejednolitość społeczeństwa, jednak dzieje się to w warunkach quasi-targowych, gdzie osoby wykluczone umożliwiają zapoznanie się z ich tożsamością. Przy „bibliotecznej” retoryce są one traktowane niemal jak eksponaty muzealne, o których można przeczytać chociażby w miejscowych gazetach. Właśnie z tego typu mediów większość lokalnej społeczności dowiaduje się o organizacji Żywej Biblioteki oraz o prezentowanych tam „książkach”, które wówczas pozostaną dla nich tylko anonimowymi Arabkami, gejami czy osobami bezdomnymi. Najczęściej bowiem na samym wydarzeniu pojawia się w pewnym stopniu uświadomiona część społeczeństwa, natomiast dla reszty, której taka dyskusja najbardziej by się przydała, przeżycia oraz egzystencja wykluczonych nadal pozostają tajemnicą. Ponadto sądzę, że przez docierające do niej doniesienia medialne, mitologizacja danych grup społecznych może się jeszcze bardziej pogłębić.

Rozwiązaniem wydaje się być wyjście z różnorodnością w świat. Nieprezentowanie jej gablocie, niezamykanie jej w Bibliotekach, ale wtłoczenie energii z niej płynącej do społeczeństwa. Pokazywanie prawdziwej twarzy osób wykluczonych w działaniu razem z lokalną społecznością nie tylko pozwoli skonfrontować rzeczywistość ze stereotypami (i ostatecznie je wyeliminować), ale dodatkowo da szansę na współpracę na równych warunkach, w których obie strony będą mogły poznać siebie na zasadach typowo partnerskich.

Jeszcze istotniejsze są codzienne, nieraz prozaiczne sytuacje, w których bardzo ważne jest mówienie o sobie, bycie otwartym na dialog i nieukrywanie swojej tożsamości (czy to ateistycznej, transpłciowej, feministycznej czy innej). Jeśli nie mamy wątpliwości co do naszego bezpieczeństwa, pokazujmy naszą „odmienność” na co dzień. Niech wszyscy zobaczą, że anarchista, queer lub osoba uboga nie są jakąś abstrakcyjnymi postaciami, a znajomym_ą z pracy, sąsiadką_em czy nauczycielem_ką, z którym_ą lepiej lub gorzej się współpracuje i który_a wcale nie musi przypominać innych osób z grup, do których jest przypisany w społeczeństwie. Pokażmy, że świat jest kolorowy, otwarty oraz niejednorodny wszędzie, a nie tylko w progach Bibliotek!

Wypowiedz się! Skomentuj!
Podziel się z innymi:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
BRACIA S – wyobraźmy sobie, że dwie osoby, które mają krytyczny stosunek do otaczającej ich rzeczywistości, zaczynają działać społecznie. Pójdźmy dalej - niech te dwie osoby będą parą osiemnastolatków. Żeby lekko podkolorować, będą nimi bracia bliźniacy. Niech mają na imię Patryk i Mateusz. A co, jeśli to wszystko okaże się prawdą? Poznajcie Braci S i ich punkt widzenia.