Jak zawsze, udało mi się wyrwać na kilka dni do
domu rodzinnego. Jak zawsze, pociągiem. I jak
zawsze było w porządku. Obżarłam się jak nic,
przygotowałam dwa ciasta (ale nie wiem jak
to się stało, bo sernikowi zdjęcia jakoś tak
zapomniałam zrobić!), spędziłam mile ten
czas, popracowałam ciut, odpoczęłam,
wyspałam się, poczytałam też zaległą
książkę… Generalnie: wszystko tak,
jak miało być. Zmiana polega na
tym, że coraz mniej nas przy
stole, bo coraz więcej się
rodzin potworzyło i teraz
już sami ze sobą czas
spędzają w święta.

Moja mama lubi taki ozdoby

Bardzo ekologicznie. Kiełbasa do święconki zapakowana
próżniowo w jednym ze sklepów.

Skromna, bo nie miałam zieleniny!

Minimazurek. Zjadłam go

Moja cytrynowa babka gotowana w polewie czekoladowej

Ja. Bez makijażu.

Nadrobiłam trochę :)

Powrót porannym EIC Chrobry – wyjazd o 5:05

Wypowiedz się! Skomentuj!