Na zaproszenie Arka wpadłam do niego do Puław na jeden dzień.
Najpierw mały spacerek po mieście, a potem wycieczka dalej
do Kazimierza, czyli jego rodzinnego miejsca. Miło spędzony
czas na spacerowaniu, rozmawianiu i piciu kawy. Udało się
nam też trochę na nieuregulowanym brzegu Wisły chwilkę
posiedzieć… Więc jak najbardziej udany czas :) No i mi
się udało Arka namówić na fotkę na kogucie :) Zatem
re-wizyta zaplanowana na długi weekend listopadowy.

Arek na tle repliki jakiegoś-tam posągu ;)

Pałac w Puławach

Rynek w Kazimierzu

Arek na kogucie

Nie wiedziałam, że Kazimierz ma swoją matkę boską

Trafiliśmy na ślub w sanktuarium :)

Wypowiedz się! Skomentuj!