Impreza, jak każde urodziny, dziwna. Bo raz, że nie
wiadomo z czego tu się cieszyć, a dwa, że zawsze
się miesza dziwne towarzystwa. Ze mną był na
szczęście Luke, więc było miło. Gacek się
też zjawił. Tort dobry, muzyka ode mnie,
więc dobra ;) Generalnie daliśmy radę
i chyba nie tak źle to wszystko się
ostatecznie skończyło. No i że
ja nie muszę sprzątać, to jest
miła odmiana po b4ze :)

Wypowiedz się! Skomentuj!