Zaczęło się niewinnie. Wpadł Marcinek, bośmy się
dawno nie widzieli. I niby od słowa, do słowa i
znów makao poszło w ruch. Michał razem z
nami grał. Wszystko na trzeźwo! Potem z
pracy Michał Marcinka przyjechał i do
nas dołączył. Było śmiesznie, Marcin
o „strzelaniu kukuły” opowiadał ;) I
wyszli ostatecznie z Meliny jakoś
koło 2:00. A jeszcze spać nie
poszłam, bo przecież od
jutra mam ferie! :)

Wypowiedz się! Skomentuj!