Marta zaprosiła nas do siebie na taki jakby b4
ale nietypowy jak na nas. Jasne, wódka no i
whisky były, ale dodatkowo przygotowała
jedzenie (ostre jak diabli) i owoce morza
(które kocham ale rzadko jadam) oraz
na deser lody z ciastkiem francuskim.
W sam raz na „przed dietą”! Było to
naprawdę pyszne! A dodatkowo
się okazało, że pamiętam jak
się gra w makao i mogłam
z nimi chwilę pobawić się
w to, że kto wygra trzy
razy, wybiera gdzie
idziemy tej nocy.
Gacek wybrał
Glam…

Wypowiedz się! Skomentuj!