Plan był dobry: Kamieniołomy. Jednak gdy dotarliśmy sobie na
miejsce (nocnym!), to wychodził stamtąd Piotr i Mariusz i nam
powiedzieli, że dno i żeby nie wchodzić. W większym więc
już składzie wybraliśmy się do Banku. Tam impreza… no
coś niby się działo, ale nawet hetero nie bawili się dobrze
(poza jedną siwą panią zaćpaną z czarnym balonem w
ręku). Chwilkę daliśmy im szansę, żeby jednak się
to jakoś rozwinęło ale nie. Poszliśmy dalej, część
z nas po drodze się już wykruszyła. Mieliśmy
iść do Hunters (!) ale tak beznadziejni ludzie
na naszych oczach weszli, że ogarnęło nas
zrezygnowanie. Poszliśmy do Glam. A
ja mówiłam, że to zły pomysł. Tylko
10 min wytrzymaliśmy. Potłuczone
szkło, porozlewane coś, średnio
z liczbą ludzi, śmierdziało tam
dymem tytoniowym… A na
dodatek obrażeni są na
mnie barmani i nie chcą
mnie obsłużyć. Więc
wyszliśmy. Do domu.

Wypowiedz się! Skomentuj!