Michael Canitrot i „So, Happy In Paris?” znów Capitol
nawiedzili. Nie mogło mnie zabraknąć. Wzięłam naszą
Gasięspyrkę i poszliśmy. Grał pięknie! Ludzi sporo,
ale dlatego, że część klubu zamknięta a góra cała
na VIP zrobiona. Poskakaliśmy i wyszaleliśmy
się trochę. Gacek prosił, żebyśmy zgarnęli go
jak będziemy jechać potem do Glam i tak
też się stało. I po raz pierwszy naprawdę
i specjalnie nie zapłaciłam rachunku w
tym miejscu ;) Nadrobię w piątek.

A to już Glam
Wypowiedz się! Skomentuj!