To jedyny w zasadzie prezent, jaki dostałam w sobotę na moje 7 lat w
Warszawie. Nie spodziewałam się ani jednego, więc niespodzianka
tym większa. „Siedem miłości na siedem lat w Warszawie” składa
się z 7 jajek, na których autor wypisał imiona siedmiu chłopców.
Miłości de facto są tam dwie. Paweł B. – wiadomo, bo to w
zasadzie jedyny warszawski mój chłopak oraz Marcinek,
ale to jest Miłość Życia, więc coś innego jeszcze. Reszta
zaś, to rzeczywiście osoby ważne dla mnie w podobny
sposób przez jakiś czas mojego życia w Warszawie.
Brakuje, jak sądzę, jajka z imieniem Dawid. Ale to
nie moja wina ;) Warto jednak zauważyć, że poza
wspominanymi dwoma, reszta to osoby, które w
moim życiu pojawiły się w ciągu ostatnich 1,5-2
lat. Więc stosunkowo niedawno, kiedy sobie
pozwalałam na więcej w życiu emocjonalnym
i o czym zresztą pisałam na blo niedawno w
sumie. Wszystkim jednak tym 7 osobom
jestem wdzięczna za to, że się jakoś w
moim jestestwie pojawiły. Bo nie tylko
je urozmaiciły, ale i ubogaciły. Dały
mi też siłę do tego, by trwać przy
pewnych moich wyborach. No
i tyle. Nie mam sposobu, by
jakoś inaczej ich uczcić,
więc pozostaje tylko
ten marny wpis na
moim fotoblo.

Wypowiedz się! Skomentuj!