Prosto z Meliny udaliśmy się prawie chyba wszyscy
do Glam. Tam też robiliśmy Burdy i Alko a mi się
ostatecznie udało rachunek sprzed tygodnia na
barze zapłacić :) Ponieważ jednak Michaś w
Warszawie rzadko bywa, to do chcieliśmy
gdzieś jeszcze iść. Padło na Toro, jako
na miejsce tak ważne dla gejowskiej
Warszawy. Posiedzieliśmy tam jakiś
czas a o 5.30 byliśmy pierwszymi
klientami w McDonald’s tym na
dworcu centralnym. To była
dobra noc dzięki gościom.

Wypowiedz się! Skomentuj!