Ledwo od lekarza wyszłam (koniec z antybiotykiem!)
a musiałam do domu pędzić, bo się zapowiedział
Filip, który chciał coś ugotować. Rzeczywiście
się zjawił, piwo przyniósł i zrobił makaron
z sosem i mięsiwem. Dobre mu wyszło
to nawet :) Ale muszę przestać jeść
rzeczy wysoko-węglowodanowe.
I to tak od poniedziałku całkiem!
A fotki makaronu jakoś nie
udało mi się zrobić :)

Wypowiedz się! Skomentuj!