Warszawa, 7 czerwca 2008 – Ekskluzywna rozmowa Jej Perfekcyjności dla portalu JejPerfekcyjnosc.blox.pl! Tylko u nas jedna z bardziej kontrowersyjnych osób transgender w Warszawie opowiada o tym co aktualnie w jej życiu jest dla niej ważne.

– Jak było na Paradzie?
– Cudownie. Radośnie, wesoło, kolorowo, ciepło, słonecznie… Naprawdę idealnie. Mi jak zwykle ciepło przeszkadzało, ale powoli przywykam do niego.

– Dużo znajomych?
– Nie. Jak zwykle, znajomi pederaści, zawiedli. Zjawili się nieliczni – reszta wymigała się „innymi obowiązkami”, albo po prostu nie przyszła. Wstyd mi za nich – na codzień nie wstydzą się swojego gejostwa, a jak przychodzi do czegoś poważnego, to się chowają. Domyślam się, że jeśli kiedyś uda się stworzyć rejestrowane związki partnerskie, to polecą do Urzedu Stanu Cywilngo pierwsi… Jako mizoginowi z trudem przychodzi mi przyznanie, że można podczas parad i manifestacji liczyć tylko na kobiety. Ale tym nielicznym znajomym, którzy się zjawili, należy się ode mnie wielkie podziękowanie.

– Dziś Parada, a tydzień temu na koncercie Sonique Twój performance… Powiedz, co tak naprawdę oznaczało to, że przyszłaś z półnagim chłopcem na złotej smyczy?
– Wiesz co, najbardziej w sztuce postkonceptualnej zakazane jest tłumaczenie, co oznacza dane dzieło. Ono oznacza to, co chcesz, żeby oznaczało. A może nie oznacza nic. Może po prostu jest formą bez treści? Taki baudrillardowski symulakr… Rozum to jak chcesz, jeśli w ogóle chcesz. Dla mnie było niezwykle istotne zrobienie tego performance. Planowałem go od kilku miesięcy i nareszcie się udało, więc to jest dla mnie ważne. Wydaje mi się, że cała moja sztuka jest taka – że ja nie koniecznie chcę coś powiedzieć, tylko czasem chcę po prostu jakoś coś zrobić. W jakiś określony sposób. A teraz Ty i inni ludzie mogą się zastanawiać – czemu smycz była złota a nie srebrna, czemu miałam ciemne okulary, czemu sukienka była bez ramiączek, czemu nie miałem peruki… prawdę mówiąc: wisi mi to.

– Część osób sugerowało, że Da i Ciebie łączy coś więcej… W końcu czy tak po prostu każdy da się przyprowadzić na smyczy? Pojawiły się pytania czy nie jesteście razem…
– Wiem, słyszałam. Strasznie mnie rozbawiły. Zresztą nie tylko mnie, ale innych także. Ja i bycie z kimś? Przecież ponad 3 lata temu weszłam w celibat i powiem szczerze, że dobrze mi z tym. Jakkolwiek może wydać się to dziwne, odkryłem, że nie-bycie z nikim jest super i pomaga znacząco redukować życiowe problemy. Poza tym Da jest już pełnoletni. Dla mnie atrakcyjni są chłopcy młodsi od niego o kilka lat.

– To znaczy? Ile muszą mieć lat?
– Nie muszą wcale, bo bez względu na to, czy mają 18, 15 czy 25, to niczego nie zmienia. Byłam od 3 lat, jestem i będę sama.


– Ale jacy chłopcy ci się podobają?

– Młodzi. Bo ja wiem… 16-letni, może młodsi. Lubię blondynów, bo mam do nich straszną słabość.


– Czerwiec to czas, gdy kończy się rok akademicki – jak Twoje przygotowania do sesji egzaminacyjnej?

– Do czego? Ja nigdy nie uznawałam sesji. Wydaje mi się, że całe to przeżywanie egzaminów strasznie ludzi absorbuje, że mają taką potrzebę przeżywania tego, żeby uwznioślić fakt, że będzie coś się działo. Wiesz, co mam na myśli? Że jak coś jest nieważne, ale wokół tego robi się dużo szumu i zamieszania, to można mieć poczucie, że to coś jest jednak ważne. A tak nie jest. Mam do zaliczenia 26 kursów – tyle wpisów muszę uzyskać w indeksach i moje przygotowanie do tego jest zerowe. Mam to gdzieś, prawdę mówiąc…


– Nie stresujesz się? I w ogóle czemu masz tak dużo przedmiotów?!

– Dużo, bo jak się robi trzy lata w rok, to musi być dużo. Dodatkowo muszę skończyć pracę magisterską. Prawdę mówiąc, teraz powinienem ją poprawiać i ostatnie strony dopisywać… No, ale dam radę, wyrobię się. Stresu nie ma, bo wychodzę z założenia, że większość rzeczy na dziennikarstwie to banały i stresować się nimi w ogóle nie ma po co. Jeśli zaś idzie o socjologię – wydaje mi się, że jak przez rok czy pół roku się uczestniczy w jakiś zajęciach uczciwie, to w ogóle nie ma się co obawiać egzaminów.


– O czym będzie magisterka?

– Wiesz, to tak ciężko powiedzieć w dwóch słowach… Będzie to praca dość postmodernistyczna i dekonstruktywistyczna. Na podstawie tych dwóch paradygmatów będę chciała opowiedzieć o konstruowaniu tożsamości… Albo właściwie nawet nie o jej konstruowaniu… To będzie opowieść o transgresji osób o metrykalnej płci urodzenioej męskiej. To znaczy o osobach, które urodziły się jako mężczyźni, ale potem nie funkcjonują tak w społeczeństwie. To osoby transgender, transwestyci, transseksualistki, biseksualiści i drag queen. Pierwsza część jest teoretycznym rozważaniem o tym czym jest transgresja i jak ja ją rozumiem. W drugiej – relacjonuję badanie i wywiady robione z tymi osobami.


– Sama jesteś osobą transgender…

– To prawda i właściwie między innymi ten fakt wpłynął na wybór tematu pracy, przyznaję.


– Nie sądzisz, że to bez sensu, żeby osoba trans badała inne osoby trans? Nie będziesz przecież obiektywny…

– A osoba hetero pisząca o ludziach hetero jest obiektywna? Pamiętaj, że moja praca nie mówi prawdy, ja w ogóle nie uzaję słowa „prawda” w nauce. Opowiadam historię, pewną wersję tego jak można opisać świat zgodnie z aktualnie obowiązującą metodologią naukową. Która wcale nie jest idealna, ale partykularna… Ale chyba nie będziemy rozmawiać teraz o filozofii nauki i o jej socjologicznym wymiarze?


– Nie, nie… Tak tylko mnie zainteresowało. Będzie można potem tę pracę przeczytać?

– Mam nadzieję, że tak. Jeśli nie zostanie opublikowana nigdzie, to ją sam udostępnię wszystkim zaintersowanym gdzieś. Myślę, że należy się to zwłaszcza ze względu na tych wszystkich, którzy zgodzili się pomóc mi przy pracy i opowiedzieli o swojej transgresji. To będzie takie moje podziękowanie.


– Poza nauką, na uczelni robisz sporo innych rzeczy. Ostatnio chyba dość ostro wojujesz? Z kim tak walczysz i dlaczego?

– No troszkę tak, rzeczywiście. Ponieważ na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych łamie się wciąż prawa studentów zapisane w uniwersyteckich dokumentach, a dodatkowo jeszcze prawa klientów – nie mogę nie reagować. Tym bardziej, że wybrani przedstawiciele nie przejmują się tym w ogóle. Sami nie są bez winy, co zresztą także jest dla mnie ważne. Walczę o prawa studentów, bo sama jestem studentką. A w związku z tym, że zasiadam w najwyższych władzach UW – w Senacie uczelni – czuję się dodatkowo zobligowana do reagowania. Mam już pewne sukcesy, kilkoma sprawami zainteresowałam Rzecznika Praw Studenta i Parlament Studentów RP, więc mam nadzieję, że nie będzie źle. Ponieważ jednak pewne moje działania muszą zostać w ukryciu, by były skuteczne, nie o wszystkim mogę mówić teraz wprost.


– Rozumiem, jasne. Niedawno Twój blog obchodził piąte urodziny. To strasznie długi staż – gratulujemy przy okazji. Napisałeś przy tej okazji, że „czasem mnie ten cały blog wkurwia”. Zamkniesz duzyformat.blog.pl?

– Nie, no nie. Nie potrafiłabym. Za długo już jestem z nim, za wiele na nim się działo, za dużo osób go czyta, dla zbyt wielu osób on już coś znaczy… Swoją drogą, to fenomen, że jakiś pamiętnik sprzed kilku lat stał się takim ważnym elementem w moim życiu, ale i pewną stałością w życiu innych osób. Utarło się już wśród moich znajomych mówić „tylko nie pisz tego na blogu” albo „powiem ci to, jeśli tego na blogu nie napiszesz” – czy też w drugą stronę „napiszesz o tym?”, „o boże, teraz to będzie na blogu”. Wiesz, tak jakoś wszyscy chyba już do niego przywykli. No, ale nic dziwnego. Pięć lat!


– Dziękuję za rozmowę.

Wypowiedz się! Skomentuj!