Warszawa, 24 sierpnia 2007 – Dzisiejsze „Życie Warszawy” publikuje obszerny materiał o mniejszościach seksualnych i miejscach im przyjaznych w stolicy. Obszerny fragment tekstu autorka poświęca Jej Perfekcyjności.


Okładka dzisiejszego „Życia Warszawy”

Anna Wittenberg napisała m.in.:

Do oznaczeń i szablonów zupełnie nie przywiązuje wagi Jej Perfekcyjność. Na pierwszy rzut oka wygląda jak mężczyzna, ale jest osobą trangenderową, czyli nie identyfikującą się z żadną płcią lub godzącą w sobie obydwie.
– Bardzo lubię W Biegu Cafe na pl. Zbawiciela. Przychodzi tam mało ludzi wystylizowanych jak na wybieg i mogę się zaszyć z ludźmi, którzy nie kojarzą mnie, mojego bloga ani mojej sztuki. Jestem tam anonimowa i to mi się podoba – mówi. – Miły jest jeszcze taki studencki bar Cavo. Znajduje się w podziemiach Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Tam bywam ze względu na pyszne sałatki i niewyjętego pana Krzysia – właściciela. Jest po prostu przezabawny i zawsze uśmiechnięty – opisuje.
Dla Jej Perfekcyjności istotne jest przebywanie w miejscach, w których jej wygląd nie wzbudza sensacji. Ludziom nieszablonowym poleca Złote Tarasy, a w szczególności Wayne’s Coffee. – Gromadzi się tam mieszanka wszystkich ludzi z miasta i nikogo nic nie dziwi. A jeśli już zdziwi, to na chwilę, bo zaraz widzą coś równie ciekawego – podsumowuje.

Więcej poniżej, w dzisiejszym wydaniu „Życia Warszawy” oraz na stronie Życia Warszawy.

[more]

W Warszawie nie ma dzielnicy dla gejów i lesbijek, nie powstają dla nich księgarnie, nie drukuje się wysokonakładowej prasy. Świat wciąż dzieli się na „my” i „oni”. – I tak jest sto razy lepiej niż kilkanaście lat temu – ocenia Kuba Machaj, homoseksualista, który oprowadza nas po tęczowej stronie stolicy.

Kuba Machaj i Olga Czarhwiani, jego przyjaciółka lesbijka, zostali moimi przewodnikami po tęczowej stronie stolicy. Już na samym początku uprzedzają, żebym nie spodziewała się rewelacji, atmosfery rodem z filmów szpiegowskich, jak tajne lokale, wejścia na hasła i tym podobne.
– Żyjemy normalnie. Jemy w normalnych miejscach. Pijemy piwo tam, gdzie wszyscy inni – tłumaczy Kuba. – Ale niekiedy możemy też dostać tam w mordę. Dlatego powstają miejsca, gdzie oddycha się głębiej, gdzie całujesz się ze swoim chłopakiem bez obaw, że komuś będzie to przeszkadzało.
Kuba wie, co mówi. Nieraz musiał uciekać przed homofobami. – Kiedyś siedzieliśmy z Olgą i kilkoma innymi znajomymi w Rock’n’Roll Pub przy al. Armii Ludowej. Podeszło do mnie kilku panów ostrzyżonych na zero z pytaniem, czy to ja jestem Machaj. Odpowiedziałem, że z kimś mnie mylą, bo mam na imię Paweł i przyszedłem z dziewczyną na piwo – opowiada dziewiętnastolatek.
– Wyglądali, jakby uwierzyli. Zostawili nas w spokoju. Ale kiedy już wychodziliśmy z knajpy, panowie się odnaleźli. Zostawiłem dziewczyny, bo wiedziałem, że nic im nie zrobią, i zacząłem uciekać.
– Gdyby obsługa klubu nie wyszła za nami i nie powstrzymała dresików, z Machajem mogłoby być krucho – przerywa opowieść Olga. Widać, że ta historia cały czas budzi w niej silne emocje. – Właśnie dlatego swoją prywatność zamykamy w klubach i na domowych imprezach – wyjaśnia Kuba.
Najpopularniejszymi klubami dla gejów są… – Gejów i lesbijek! – poprawiłaby mnie Olga, gdyby czytała ten tekst przed publikacją. Zaraz potem wyjaśniłaby po raz setny w swoim życiu, że „gej” to tylko pół synonimu dla „homoseksualisty”.

Fryzjerzy i heterycy

Najpopularniejszymi klubami dla gejów i lesbijek są w stolicy Tomba Tomba na Starym Mieście i Utopia przy ul. Jasnej. Tu można nie tylko wypić drinka czy potańczyć, ale również skoczyć na „szybki numerek” z partnerem. Do tego służy specjalnie przygotowany darkroom. Jednak aby wejść do tych klubów, trzeba przejść przez ostrą selekcję, a to nie zawsze się udaje. Między innymi dlatego Olga nie przepada za tymi miejscami. – Do Tomby czy Utopii chodzą „fryzjerzy”. To tacy goście, którzy mają na włosach żelik, na klacie rozpiętą koszulę, a na tyłku obcisłe dżinsiki. Pełen lans.
Kuba jednak przekonuje mnie, że powinnam kiedyś wybrać się do któregoś z nich. – Dowiesz się tam czegoś nie tylko o nas. Jeśli będziesz miała szczęście, poznasz z innej strony heteryków – mówi. Widząc moje zdziwienie, dodaje znużonym głosem: – No, heteroseksualnych.
Kilka dni po tej rozmowie w Tombie poznaję Dawida i Łukasza. Byłam pewna, że są gejami, bo na parkiecie prawie cały czas tańczyli ze sobą. Po krótkiej wymianie zdań okazało się jednak, że obaj są heteroseksualni. – Jesteśmy tancerzami, a jak dobrze się tańczy, trudno znaleźć kogoś, z kim można na swoim poziomie umiejętności bawić się w klubie. Dlatego tańczymy razem – Łukasz tłumaczy ich zachowanie.
– No i jak ktoś mnie podrywa, zawsze mogę powiedzieć, że jestem już zajęty – śmieje się Dawid.

Seks nie na ulicy

Z Olgą i Kubą po długim spacerze trafiamy na Chłodną 25. To jedna z kilkunastu kawiarń oficjalnie przyjaznych homoseksualistom, większość z takich miejsc oznaczona jest tęczową flagą. Siadając na wystawionej na dwór kanapie, słucham kolejnych opowieści o miejscach, w których, będąc homo, można poczuć się dobrze.
– Między Nami przy Brackiej, Szpilka, Szpulka i Szparka na pl. Trzech Krzyży, Cafe Fajka na tyłach Nowego Światu – przypominają sobie moi rozmówcy.
– Ej, takich knajp jest mnóstwo – kwituje w końcu Kuba. – To chyba działa tak, że jeśli w jakimś miejscu pracują otwarci ludzie, to nieważne, czy jesteś gejem, lesbijką czy heretykiem, i tak czujesz się normalnie.
Sztandarowym przykładem takiego miejsca jest dla Kuby Bastylia. Załogę tej francuskiej naleśnikarni przy pl. Zbawiciela stanowią same lesbijki. – To nie ma znaczenia – mówi Ania, która dzięki pracy w lokalu utrzymuje się podczas studiów. – Przyjść może każdy, często po kościele wpadają ludzie starsi albo z dziećmi. Większość nie zdaje sobie sprawy, że obok siedzą geje czy lesbijki – studentka psychologii chwilę przygląda mi się w milczeniu. W końcu pyta: – A czego się spodziewałaś? Że ktoś tu uprawia seks albo lata w lateksie?
Zaprzeczam, ale chyba nie do końca szczerze. Bo co można pomyśleć o miejscu oznaczonym tęczową flagą?

Nie tylko kochający inaczej

Do oznaczeń i szablonów zupełnie nie przywiązuje wagi Jej Perfekcyjność. Na pierwszy rzut oka wygląda jak mężczyzna, ale jest osobą trangenderową, czyli nie identyfikującą się z żadną płcią lub godzącą w sobie obydwie.
– Bardzo lubię W Biegu Cafe na pl. Zbawiciela. Przychodzi tam mało ludzi wystylizowanych jak na wybieg i mogę się zaszyć z ludźmi, którzy nie kojarzą mnie, mojego bloga ani mojej sztuki. Jestem tam anonimowa i to mi się podoba – mówi. – Miły jest jeszcze taki studencki bar Cavo. Znajduje się w podziemiach Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Tam bywam ze względu na pyszne sałatki i niewyjętego pana Krzysia – właściciela. Jest po prostu przezabawny i zawsze uśmiechnięty – opisuje.
Dla Jej Perfekcyjności istotne jest przebywanie w miejscach, w których jej wygląd nie wzbudza sensacji. Ludziom nieszablonowym poleca Złote Tarasy, a w szczególności Wayne’s Coffee. – Gromadzi się tam mieszanka wszystkich ludzi z miasta i nikogo nic nie dziwi. A jeśli już zdziwi, to na chwilę, bo zaraz widzą coś równie ciekawego – podsumowuje.

Dla ludzi z branży

Z Kubą i Olgą wieczorem spotykam się jeszcze raz. Tym razem odwiedzamy klub Galeria w Hali Mirowskiej. Czuję się nieswojo, bo ja i fotograf jesteśmy jedynymi heteroseksualnymi osobami w lokalu. Na ścianach wiszą zdjęcia roznegliżowanych fetyszystów, dookoła nas są sami tulący się do siebie mężczyźni.
– Szkoda, że nie możemy spotkać się tu w piątek czy sobotę – mówi Kuba. – Wtedy zobaczylibyście występy Drag Queen.
Poza Galerią takie show organizują również Rasko przy Krochmalnej i Toro przy pl. Unii Lubelskiej. Jak twierdzi Kuba, warto je zobaczyć chociaż dla samych wrażeń artystycznych. Często ci przebrani mężczyźni ruszają się lepiej niż prawdziwe kobiety.
– Ale żeby trafić na większość dobrych imprez, trzeba siedzieć w branży – tak Olga określa środowisko homoseksualne. – Bardzo często jest tak, że jeśli nie wiesz, że gdzieś jest ukryte miejsce gay-friendly, po prostu go nie znajdziesz.
Przyczyna jest prozaiczna. – Po prostu stolica nie kocha gejów. Zawsze istnieje obawa, że z powszechnie znanym miejscem stanie się to samo, co z ubóstwianym przez wiele osób Barbie Barem. Kiedyś było to jedno z najlepszych miejsc w Warszawie. Później zaczęły się w nim burdy, a kiedy klub wzmocnił ochronę, łysi panowie wyczekiwali przed wejściem – wyjaśnia Kuba.

Szkodzą tak, jak Giertych

Gdzie jeszcze, będąc homo, lepiej się nie pojawiać? – Lista takich miejsc jest długa. Właściwie można by zaliczyć całe dzielnice: Targówek, Tarchomin, Praga-Północ – wylicza Kuba. – Ale na Pradze jest kilka fajnych miejsc, np. Fabryka Trzciny czy M25 przy Mińskiej. Tylko wracać trzeba taksówką albo wcale – szybko dodaje Olga.
Oboje zgodnie przyznają, że pod względem standardów życia homoseksualistom na Zachodzie jest znacznie łatwiej. W Paryżu jest cała homodzielnica, w Holandii ludzie pytają o orientację seksualną tylko dlatego, żeby mieć pełną jasność podczas rozmów. Kuba z przykrością ocenia, że Polska mocno odstaje od europejskich standardów.
– Nie tylko przez konserwatywne władze. Wydaje mi się, że homoseksualni krzykacze robią naszemu środowisku taką samą krzywdę, jak Roman Giertych – mówi.

Wypowiedz się! Skomentuj!