Pojawiła się szansa, że ewakuują całe lotnisko w Atenach. Na szczęście skończyło się na tym, że tylko 180 osób musiało przejść ponowną kontrolę bezpieczeństwa a napastnika zabrała policja.

Cała sytuacja miała miejsce w poniedziałek 21 października 2019. Rejsowy lot linii Aegean numer 872 został zapowiedziany z niewielkim opóźnieniem rzędu 15 minut – z powodu późniejszego przylotu z poprzedniej trasy. Ot, dzień jak co dzień.

Po kwadransie opóźnienia wszyscy pasażerowie byli już na pokładzie. Samolot powoli, powoli zaczynał już kołowanie. Nagle jednak zrobiło się straszne zamieszanie – jakiś mężczyzna przeszedł pół samolotu i usiadł w innym miejscu. Sprawą zainteresowała się obsługa.

Po dłuższej rozmowie z pasażerem okazało się, że nie wiadomo, kim jest, jak ma na imię i dlaczego znajduje się w samolocie. Nie miał ze sobą ani karty pokładowej, ani nawet paszportu (przynajmniej tak powiedział obsłudze). Sprawa zrobiła się poważna.

Po weryfikacji z listą pasażerów, jaką przekazała obsługa naziemna, ustalono, że mężczyzny (całkiem zresztą przystojnego!) nie powinno być w środku. On sam odmawiał współpracy. Na miejsce wezwano policję. Wówczas dopiero opuścił samolot. Maszyna stała dalej a obsługa kontaktowała się z biurem naziemnym, żeby ustalić, co dalej.

Standardową procedurą w takich sytuacjach jest zazwyczaj tzw. baggage identification. Chodzi o to, żeby ustalić, czyje bagaże znajdują się na pokładzie. Obsługa otwiera wszystkie luki bagażowe i wyciąga każdą rzecz kolejno, pytając o to, do kogo należy dana rzecz. Chodzi o to, czy usunięta osoba nie zostawiła za sobą czegoś w samolocie.

Musieliśmy opuścić samolot i przejść do autobusów

Ponieważ jednak nie chodziło o pasażera, który pomylił samoloty, tylko o kogoś, kto nie miał w ogóle ze sobą żadnych dokumentów, po identyfikacji zadecydowano o całkowitym opróżnieniu samolotu. W tym momencie wszyscy pasażerowie poproszeni zostali o wyjście i przejście do samolotów. I dobrze, bo niektóre osoby już się denerwowały, stały na środku alejki, odgrażały się, że nie chcą lecieć tą maszyną. Jedna z osób oficjalnie zgłosiła obsłudze, że nie zamierza kontynuować lotu.

Gdy my opuszczaliśmy samolot z naszym bagażem podręcznym, bagaże rejestrowe były ponownie sprawdzane i skanowane.

Po kontroli bezpieczeństwa wprowadzono nas bocznym wejściem znów do autobusów

Przeprowadzono na nas dodatkową kontrolę i dopiero potem zezwolono na powrót na pokład samolotu. Przeprowadzone w tym czasie przeszukanie nie przyniosło skutków – nie znaleziono żadnej rzeczy.

Jak do tego doszło?

Wszyscy pytają o to samo. Jak to możliwe? Lotniska i samoloty wydają się nam bardzo bezpiecznymi, mocno pilnowanymi miejscami.

Przypomnę może, jak poleciałam nie swoim samolotem do Warszawy z Wrocławia…

Obserwowałam dokładnie, co działo się na lotnisku i w samolocie. I chyba wiem, o co chodzi. Całe zamieszanie zaczęło się jeszcze na długo przed startem. Winę ponosi obsługa naziemna Aegean. Po przylocie naszej maszyny, poprzedni pasażerowie opuścili samolot tym samym rękawem, którego używać mieliśmy za chwilę my. Otworzono dla nich specjalną bramkę za plecami naszej gatekeeperki.

Po kontroli mogliśmy wrócić do samolotu

Po wyjściu ostatniego pasażera, bramka powinna być zamknięta. Tak się jednak nie stało. I osoby z mojego lotu zaczęły za plecami pracowniczki linii, bez skanowania kart pokładowych i okazywania dowodów, wchodzić do rękawa. A stamtąd do samolotu. Wówczas musiał dostać się tam także pasażer na gapę.

Nikt nie cofnął tych pasażerów, nie kazał im znów skanować kart. Tylko dzięki temu, że samolot był niemal pełny, udało się zauważyć, że coś jest nie tak – przesiadający się z jednego wolnego miejsca na kolejne mężczyzna nie powinien być z nami w maszynie.

Zamach?

Policja określiła zajście jako potencjalnie terrorystyczne. Nic dziwnego. Co prawda nie wiemy, co znaleziono przy mężczyźnie po jego odseparowaniu ale sytuacja wydawała się groźna.

Po powrocie do samolotu część osób nadal nie była pewna, czy chce kontynuować lot tą samą maszyną. Na szczęście jednak nie spowodowało to już dalszych opóźnień.

Wypowiedz się! Skomentuj!
Podziel się z innymi:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email