Rozmowy Jej Perfekcyjności

Zdziwilibyście się, gdybyście dowiedzieli się, ilu Waszych znajomych uprawiało seks za pieniądze. Świat zinstytucjonalizowanej męskiej prostytucji to doskonale zorganizowany w Polsce biznes.

Jedni traktują to jako coś dodatkowego – czasem umówią się na seks za pieniądze na Grinderze albo innym Fellow. Inni traktują to jako regularne źródło dochodu – z zarobkami większymi niż w „normalnej” pracy. A jeszcze inni utrzymują się tylko z tego i mieszkają w burdelach z innymi prostytutkami.

Wszystkich łączy jedno – bardzo niechętnie opowiadają o tym, czym się zajmują. W kraju, gdzie prostytucja nadal jest tematem tabu i gdzie rzeczownik „kurwa” jest jednym z najpoważniejszych wyzwisk, nie chcą mówić innym o swojej pracy. Ale gdy uda się zyskać ich zaufanie i okazać szacunek dla ich pracy, okazuje się, że osób trudniących się płatnym seksem jest wśród nas dużo, dużo więcej niż myślicie.

Miałam to szczęście, że jeden z moich znajomych wyoutował się przede mną – że był męską prostytutką. Przestał być dosłownie na chwilę przed tym, jak się poznaliśmy. I wówczas namówiłam go na szczerą, choć pijacką rozmowę na ten temat.

Czemu rzuciłeś studia?

Nadmiar obowiązków, nadmiar przyjemności… Wszystkiego po trochu. Nie wyrabiałem po prostu: studia, praca w call center, imprezy, dojazdy na uczelnię oddaloną około 30 km od domu…

Miałeś wtedy chłopaka?

Tak.

Czemu zerwaliście?

Nie wychodziło, nie układało się, miałem dość. Był niby dorosłą osobą ale czasem zachowywał się dziecinnie. Albo nawet psychopatycznie. Bywał uciążliwy. Denerwowało mnie, że zawsze wiedział lepiej co sądzę, co myślę i jakie mam zdanie na jakiś temat.

To jak trafiłeś do Warszawy?

Jeden znajomy zaproponował mi rolę w filmie porno za jakąś większą stawkę. Na początku nie byłem przekonany a potem stwierdziłem, że może warto spróbować… To był ten czas, kiedy właśnie związek mi nie wyszedł. Ale za długo myślałem – oferta była nieaktualna. I po jakimś czasie dostałem informację o pewnej osobie, która prowadzi biznes…

O Wieśku, który prowadzi burdel?

[Śmiech] Tak.

A osoba, która powiedziała ci o Wieśku, to…

Znajomy… Kiedyś coś próbowaliśmy razem ale nie wyszło.

Skąd on wiedział o Wieśku?

Ruchał się z jednym z jego pracowników, który próbował go też zrekrutować. Ale on ma pracę i nie potrzebował.

Rozmowa telefoniczna była bardzo krótka. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej ale on chciał, żeby przyjechać, pogadać. Zwrócić miał koszty podróży. Wiadomo, dlaczego nie chciał przez telefon – zawsze to jednak zostawia jakiś ślad.

A ty?

Dostałem namiar, zadzwoniłem. Dostałem zaproszenie… Rozmowa telefoniczna była bardzo krótka. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej ale on chciał, żeby przyjechać, pogadać. Zwrócić miał koszty podróży, choć rozmowa miała być niezobowiązująca. Wiadomo, dlaczego nie chciał przez telefon – zawsze to jednak zostawia jakiś ślad, jakieś dowody.

Przyjechałeś wtedy do Warszawy. Gdzie to było?

W jakiejś restauracji czy bistro. Pisał do mnie w trakcie podróży, bo spóźniłem się z powodu korków.

Jak wygląda taka rozmowa?

Byłem zestresowany, nie wiedziałem, czego można się spodziewać po takiej osobie. Dziś wiem, że to bardzo prosty człowiek. Wszystko po nim widać. Niby miły ale tak naprawdę widać, że jest chujem, który ma na ciebie wyjebane. Na obiedzie byli z nim jeszcze dwaj chłopcy. Za dużo nie rozmawialiśmy… Nie za wiele się dowiedziałem. Zapraszał mnie, żebym poznał mieszkanie, poznał chłopaków…

Mieszkanie… to znaczy?

Mieszkanie, które wynajmował dla chłopaków w centrum. Chciał, żebym się tam przeprowadził.

Poznałeś wtedy stawki?

Nie. W ogóle to początkowo nie myślałem o tym, jako stałej pracy. Osoba polecająca powiedziała mi, że jest opcja jednorazowego wyjazdu do Szwajcarii na weekend i za to miało być 2-3 tys. złotych.

Co wydarzyło się po tym pierwszym spotkaniu?

Zaprowadzili mnie do centrum. Potem dwaj pracownicy Wieśka zaprowadzili mnie do mieszkania. Poznałem wtedy jeszcze jedną osobę. Było już dość późno. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy.

O czym?

Takie tam normalne tematy… Nie udzielałem się za bardzo, byłem zestresowany, że jestem nowy. Potem dopiero jakoś tematy zaczęły schodzić na poznawanie siebie. No a po jakimś czasie zaproponowali mi mefedron i GBL. To był mój pierwszy raz z gieblem. Noc minęła dość ciekawie… W jednym chłopaku nawet się zauroczyłem.

Czemu ciekawie?

Było miło. Alkohol, narkotyki, fajnie się gadało. Z tym jednym chłopakiem jakoś tak bliżej mi było i na początku było naprawdę fajnie. A potem już trochę gorzej. On przesadził, jebło go mocno… zaczął się wyłączać, gadać głupoty.

Co powiedziałeś rodzicom, jadąc na noc do Warszawy?

Nic. Byliśmy akurat pokłóceni, nie odzywaliśmy się do siebie za bardzo. Codziennie wyjeżdżałem gdzieś autem wieczorem i wracałem nad ranem, żeby iść spać.

Obudziłeś się rano i…

No, koło dwunastej-trzynastej. Poznałem ówczesnego managera.

Poznajesz managera, to znaczy, że już zdecydowałeś, że chcesz pracować seksualnie?

Nie. Na razie nie. Pojechałem jeszcze do domu rodzinnego po rzeczy ale chciałem wrócić do Warszawy.

Czym zajmuje się manager?

Przede wszystkim umawianiem spotkań. Ten jeszcze gotował, bo po prostu bardzo lubił. Niby zajmował się też rozliczeniami ale chyba nie za bardzo…

Wiesiek nie zajmuje się umawianiem?

Umawia i to głównie on. Klienci telefonują na numery podane w ogłoszeniach. Rozmawiają ze starym dziadem, umawiając się na spotkanie z młodym chłopcem. Oczywiście potem mamy zaprzeczać klientom, że to agencja. Podczas rozmowy weryfikuje też czy to męczydupa, czy ściema, czy gaduła. Kojarzy też numery osób, które się nie spotykają, tylko dzwonią się dowiedzieć więcej, albo szukają darmowego seksu przez telefon. No a potem dzwoni do kogoś z nas i mówi, że klient czeka.

Podczas rozmowy weryfikuje też czy to męczydupa, czy ściema, czy gaduła. Kojarzy też numery osób, które się nie spotykają, tylko dzwonią się dowiedzieć więcej, albo szukają darmowego seksu przez telefon.

A manager jak umawia?

On siedzi na czatach i na portalach randkowych. Tam umawia ludzi.

Czy rekrutowałeś sobie kiedykolwiek sam klienta.

Nie, nigdy.

Czemu?

Wiesiek był na to bardzo wyczulony. Jak się pracuje u niego, to nie można na boku nic robić. Nikt nie wiedział też, jakby to rozliczać. Nie chciałem tego komplikować. Ale mieliśmy swoje numery telefonów, więc czasem klienci pisali już do nas bezpośrednio. Wówczas informowało się Wieśka, że będę mieć klienta o-tej-a-o-tej.
Trzeciego dnia, gdy tam byłem, chłopcy zaproponowali, żebym pojechał z nimi i zobaczył, jak wygląda takie zlecenie.

Ty i jeszcze ktoś?

Dwóch chłopców i ja. Zawsze dwóch jedzie „na wybór” do klienta. Na przykład jeden aktywny, drugi pasywny. Jeden blond, drugi szatyn.

Ile lat mają pracownicy?

Od 18 do chyba 32. Im młodszy, tym lepszy.

Ile osób mieszka w burdelu?

Hmm… tak do sześciu. Tamto mieszkanie tylu mieściło. Była też kawalerka ale ona służyła już tylko do spotkań z klientami. W tym samym bloku ale w innej klatce. Tam mieszkał manager.

Ilu pracowników seksualnych w danym momencie zatrudnia Wiesiek?

Trudno powiedzieć, on cały czas szuka… Ktoś odejdzie, ktoś przyjdzie. Były czasy, że było i dwadzieścia osób. Wtedy wchodziłeś do mieszkania jak do typowego burdelu. Ale te czasy minęły.

Wróćmy do tego wyjazdu na zlecenia…

Byłem bardzo zestresowany. Gdy jechaliśmy taksówką na miejsce, coś tam mi opowiadali ale bardzo nieszczegółowo i nadal niewiele rozumiałem. Dojechaliśmy na miejsce. Nie mogliśmy wejść na górę, bo trzeba było mieć kartę do bramy wejściowej. To był chyba obcokrajowiec. Czekał na nas na dole – ja miałem grać kierowcę ale ponieważ wysiedliśmy z taxi, to było bez sensu. Nie mogli się do końca się dogadać przez telefon, więc robiłem też za tłumacza. Nie rozumiałem o co chodzi z tym, że ma wybrać jednego. Na początku wskazał na mnie ale ja tłumaczyłem, że jestem kierowcą. Serce mi strasznie waliło, bo bałem się tej sytuacji. Ostatecznie wskazał na Gabriela.

Wasza stawka jest godzinowa?

Tak.

I ile wynosi?

50 złotych. Choć słyszałem, że ostatnio wzrosła do 100 zł.

Ale ile płaci klient?

Od 300 do 500 złotych. Zależy gdzie i jakie znajdzie ogłoszenie no i jak się dogada. Często po rozmowie i lokalizacji można wyczuć, ile jest gotów zapłacić.

A jakie usługi wchodzą w zakres tej ceny?

Do niczego nie jesteśmy zmuszani. To najważniejsze.

Co z Twoim pierwszym zleceniem?

To było chyba noc później. Akurat Wiesiek był w pobliżu i podjechał po mnie. Pojechałem „na wybór” ja i taki niby-hetero. Na pewno byłem wtedy jeszcze trochę pijany. Stresowałem się. Wsiadasz do ciemnego samochodu, taki trochę mafijny klimat. To był jakiś hotel. Poszliśmy „na wybór”. To był Polak. Akurat był spoza Warszawy ale w hotelach spotykasz się też z ludźmi stąd. Chłopaki wcześniej dawali ma rady, żeby się nie stresować, żeby się napić na odstresowanie…

No dobra, więc jesteś „na wyborze”…

Klient wskazuje na mnie. Druga osoba bierze kasę, ja zostaję.

Ile kosztowało klienta twoje pierwsze zlecenie?

Chyba 300 zł. Chyba widział, że jestem skacowany. Klienci po przywitaniu często przy drugim-trzecim pytaniu oferują alkohol do picia. To była whisky z colą, niestety ciepła. Przez tę godzinę ostro się najebałem. No i rozmawialiśmy…

O czym się rozmawia z klientem?

Każdy ma trochę inne potrzeby. Różne pytania zadawałem – czym się zajmuje, co go tu sprowadza…

Klienci po przywitaniu często przy drugim-trzecim pytaniu oferują alkohol do picia. To była whisky z colą, niestety ciepła. Przez tę godzinę ostro się najebałem.

I czym się zajmował?

Chyba coś z farmacją… Tak mi się kojarzy. Miał koło 40 lat.

Czy twoim zdaniem był atrakcyjny fizycznie?

Nie, raczej nie. Wiek zrobił swoje. Ale nie było tragedii. Zapytał czy lubię masaż. Zaproponował, że może mi zrobić pierwszy a potem ja jemu. Byliśmy na tyle pijani, że żadne czynności seksualne nie wchodziły już w grę. Wzięliśmy razem prysznic – cali byliśmy przecież w oliwce. I wtedy dostałem jeden z magicznych SMSów od Wieśka: „Masz 10 minut. Mam nadzieję, że przedłużysz”, czy jakoś tak. Nie wiedziałem w sumie o co chodzi wtedy. Dziś wiem, że chodziło o rozpoczęcie kolejnej godziny, za którą klient musiałby zapłacić. Gdy wsiadłem do samochodu powrotnego, to Wiesiek coś marudził, że nie ma czasu, że kolejne zlecenie czeka.

Tylko o tym rozmawialiście?

Wiesiek pytał, jak tam pierwsze zlecenie. Ja nawet wówczas jeszcze stawek nie znałem, poznałem gdzieś po czwartym chyba zleceniu. Powiedziałem, że zlecenie wyszło spoko. Śmiał się, że jestem mocno pijany. Odwieźli mnie do mieszkania. Inni pytali mnie, jak poszło i w ogóle. Nie wszyscy opowiadali o pracy, nikt nie był też natarczywy z tymi pytaniami. Ale generalnie chłopcy nie mieli problemu z opowiadaniem o swoich zleceniach.

Wiesiek wpadał do was do mieszkania posiedzieć?

Sporadycznie, tak.

A co on wam w ogóle zapewniał?

No, na pewno mieszkanie. Ale ponieważ to był burdel, to gości za bardzo nie można było mieć… Jakieś jedzenie, zakupy. Choć czasem był z tym problem, bo brał chłopaków na zakupy, musieli się śpieszyć. Zwracał za paragony za taxi.

A ubrania, takie rzeczy?

Nie, to we własnym zakresie.

Kiedy przyszło kolejne zlecenie?

Nie pamiętam, mam wszystko zapisane. Tutaj mam swój notes.

Zapisywałeś to?

Tak, wszystko.

Czemu?

Oni mówili, że wszystko pamiętają i w ogóle ale jak zrobiły się problemy z rozliczeniem, to powiedzieli mi, że lepiej sobie zapisywać. Ponieważ wszystkie dni wyglądały tak samo, to dawało mi poczucie upływu czasu.

Ilu miewałeś klientów w ciągu doby?

No, muszę zobaczyć w notatkach. Tutaj na przykład cztery…

Fragment notesu z notatkami rozmówcy. Wśród notatek widać m.in. słowa „Norweg”, „biedak”, „3 h guy”, „paki”, „wieś”, „impo”, „brudny dziadek” oraz „wyjazd na Szczecin” (fot. Jej Perfekcyjność/CC BY-NC-ND 4.0)

Najgorszy klient jakiego miałeś?

Hmm… Jak teraz o tym myślę, to chyba jeden taki też z farmacji. Miał w sobie coś z Christiana Greya. Lubił ostro poniewierać. Gabriel był kiedyś u niego na godzinę i wrócił opowiadając, jak dostawał po twarzy. A nikt chyba tego nie lubi. No i po jakimś czasie było dla mnie zlecenie na nockę u niego.

A ile to jest „na noc”?

Może być do szóstej, może być do dziewiątej.

Jaka jest stawka za noc dla klienta?

1500 zł. Czasem schodzą do 1200 zł dla stałych klientów…

Pojechałeś do niego i…

Jak go zobaczyłem na miejscu podczas „wyboru”, to zacząłem kojarzyć, że on to on. To on napierdalał Gabriela. Zacząłem się trochę bać. Wypiliśmy w barze hotelowym po drinku. Poszliśmy potem na górę i miałem obawy. Zwłaszcza, gdy zamykał drzwi na klucz. Wtedy naprawdę bałem się, że może mi porządnie wpierdolić. Z rozmowy wynikało, że lubi „niegrzecznych chłopców”. Domyślałem się, o co chodzi. On jest dość atrakcyjny fizycznie. Przytulaliśmy się, całowaliśmy się, wreszcie rozebraliśmy się. Dał mi klapsa. Powiedziałem, że tego nie lubię. On zaczął mówić, że lubi niegrzecznych chłopców i inne takie. Potem wypytywał o różne rzeczy – żeby wyszło, że jestem niegrzeczny. W końcu mu się udało. Uderzył mnie, ale powiedziałem znów, że nie lubię. On stwierdził, że to dlatego, że jestem niegrzeczny. Powiedziałem, że muszę się przygotować.
W łazience spędziłem z godzinę, jak nie więcej… Obawiałem się, więc się nie śpieszyłem. A jak wyszedłem, to okazało się, że śpi. Położyłem się obok. Przebudził się koło 4:00. Chciał się jebać. Ale ja udawałem, że śpię. Nie chciał bawić się z kłodą. Rano, gdy szykował się na samolot, pytał czy zostaję czy wychodzę. Upiekło mi się.

Przytulaliśmy się, całowaliśmy się, wreszcie rozebraliśmy się. Dał mi klapsa. Powiedziałem, że tego nie lubię. On zaczął mówić, że lubi niegrzecznych chłopców i inne takie. Potem wypytywał o różne rzeczy – żeby wyszło, że jestem niegrzeczny.

A zdarzyło ci się, że jakiś inny klient chciał cię zmusić do rzeczy, których nie chciałeś robić?

Zdarzyło. Na przykład do seksu, gdy nie miałem ochoty a on próbował. Na siłę.

Najstarszy klient jakiego miałeś?

Trudno powiedzieć… ale myślę, że był blisko siedemdziesiątki.

A najmłodszy?

Pewno ze dwadzieścia dwa lata.

Czy kiedykolwiek uprawiałeś z klientem seks bez prezerwatywy?

Nie. Raz tylko guma pękła.

Wiesiek dawał wam prezerwatywy?

Tak. I na początku też viagrę. Potem jakoś skończyły mu się zapasy i mówił, że za późno dajemy znać, że jest potrzebna – jakby miał problem z załatwieniem.

Widzę w twoich notatkach „wyjazd na Szczecin”? Co to znaczy?

Pojechaliśmy tam do jednego ze stałych klientów. Trzy osoby.

Trzy „na wybór”?

Nie. Po prostu chce trzech. I to jest klient, który bardzo lubi nowości. Więc czasem Wiesiek musiał na siłę na szybko szukać kogoś, żeby tylko mu znaleźć, bo czasem obiecuje, że ma nowe osoby, gdy wcale tak nie jest.

Ile trwa taki wyjazd? Jedna „nocka”?

Nie, to by się nie opłacało. To były chyba trzy dni i trzy noce. Jedna osoba wyjechała wcześniej, bo mu się nie podobał. Zapłacił za to jakieś 13 tys. dolarów. Do tego dochodzą kradzieże.

Co to znaczy?

Wiesiek namawia nas do przelewania kasy z konta klienta, do płacenia jego kartą bez wiedzy właściciela… U tego klienta to się powtarzało prawie za każdym razem.

Wiesiek płacił Wam co tydzień? Co miesiąc?

To było pojebane. On lubił, jak się już coś zebrało – pójść do fajnej restauracji i wtedy dosłownie rzucać pieniędzmi po stole.

Pracowałeś tam dwa miesiące… Ilu w tym czasie miałeś klientów?

Nie jesteś pierwszą osobą, która mnie o to pyta… Ale myślę, że koło 20-30 klientów.

A zleceń?

Może koło 40.

Ile w tym czasie w ten sposób zarobiłeś?

Przez dwa miesiące około 10 tys. złotych. Licząc z gratisami od szefa. Wszystkie nocki, pojedyncze zlecenia, napiwki…

Powiedziałeś Wieśkowi, że odchodzisz?

Napisałem SMSa.

Jak zareagował?

Wyjaśniłem mu trochę, że potrzebuję przerwy, że jadę do rodziny. Napisałem, że jest kiepska atmosfera ostatnio i odpisał mi, że powinienem przestać pić. On sam jest trzeźwym alkoholikiem i nienawidzi wódki.

Czemu zrezygnowałeś z tej pracy?

Raz, że zrobił się przestój. Dwa, że było nudno. A trzy, że atmosfera się zepsuła. A po czwarte, wkurwiał mnie Wiesiek – za dużo było tam zabaw, intryg. Pomyślałem sobie, że pierdolę to. I wyjechałem na majówkę do rodziny.

Lubiłeś to robić?

To zależy. Plusem było poznawanie nowych ludzi. Ja mam problem z komunikacją międzyludzką, więc musiałem się zmuszać do tego. Zdarzały się też ciekawe osoby – można było się nowych rzeczy dowiedzieć. Zdarzały się też osoby pomocne – choć ja byłem „do użytku”, to niektóre osoby chciały mi jakoś pomóc, wesprzeć, porozmawiać. Wkurwiało mnie to, że coraz gorzej nas traktowano. Nie chciało mi się czasem jechać a jednak musiałem. Potem, gdy kładliśmy się spać o 4-5 nad ranem, musieliśmy się po kilku godzinach zrywać i znów pracować. Na początku było zupełnie inaczej.

Dla wielu osób praca seksualna ma wymiar poniżający. Jest to coś, co człowieka degraduje.

Na początku tak czułem. Ale potem dorosłem do tego, żeby myśleć trochę, że tak powiem nie-po-polsku. Każdy coś w życiu robi, ma jakąś pracę. W Polsce przecież nie szanuje się nawet sprzątaczek i ich pracy. I to jest chyba coś podobnego, tylko dochodzi ten kontekst seksualny. Ale ja tak nie czułem.

Każdy coś w życiu robi, ma jakąś pracę. W Polsce przecież nie szanuje się nawet sprzątaczek i ich pracy. I to jest chyba coś podobnego, tylko dochodzi ten kontekst seksualny.

Jak sądzisz, czemu ludzie korzystają z prostytutek? Czemu twoi klienci korzystają z prostytutek?

Moi klienci, korzystający z męskich prostytutek, to często żonaci faceci po prostu. Niektórzy są atrakcyjni, ale nie chce im się szukać, pisać – wolą zapłacić i mieć godzinę z głowy. Raz zdarzyło mi się, że jakiś prawnik miał urodziny i taki prezent sobie zrobił z tej okazji.

Ci, którzy mają żony – są hetero i chcą spróbować z chłopakiem czy są niewyoutowanymi gejami?

Zazwyczaj są gejami ale – na przykład ożenili się w innych czasach, gdy trzeba było się ukrywać. Raz mijałem na ulicy klienta, który szedł z żoną. Miał przerażony wzrok i widać było, że był zawstydzony sytuacją.

Zdarzył ci się klient-ksiądz?

Dwóch. Jeden nawet miał pseudonim nadany przez nas. Mówiliśmy na niego „Teczka”, bo zawsze miał ją ze sobą i z niej wyciągał pieniądze. Dawał też 200 zł napiwków. Nie musieliśmy o nich mówić Wieśkowi.

Mówisz, że nie zawsze dochodziło do zbliżeń seksualnych z klientami. Jak często zdarzało się, że nie było seksu?

Trudno mi powiedzieć… Ale podejrzewam, że około trzydziestu procent. Czasem ktoś chciał się tylko poprzytulać…

Kto wiedział o tym, czym się zajmujesz?

Dwoje przyjaciół. I jeden chłopak, z którym kręciłem.

* * *

Niektóre imiona zostały zmienione.

Fot. Gayleks/CC BY-SA 4.0/Wikimedia Commons; rt69/CC BY 2.0/Wikimedia Commons; Liu Wen Cheng/CC BY-SA 2.0/Wikimedia Commons; CC0/Pixabay; David Goehring/CC BY-SA 2.0/Flickr

Wypowiedz się! Skomentuj!
Podziel się z innymi:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email