Nawet serwisy i media społeczności LGBTQIA robią w Polsce ten sam błąd: cały czas zakładają, że związki mogą tworzyć tylko dwie osoby. Walentynki powinny być czasem, gdy pokazujemy, że tak nie jest.

Przeglądam internety, wiadomo. Jako że 14 lutego za pasem, to pojawiają się konkursy, zabawy i promocje, które mają – czasem bardzo symboliczny – związek ze świętem św. Walentego. Serduszek i kupidynów jest tyle, że powoli zaczynamy się obawiać, co wyskoczy z lodówki.

No, okej. Niech sobie będzie. Raz do roku udajemy, że miłość jest najważniejsza, bo w inne dni już nie musimy. Jakkolwiek ułomny nie byłby ten koncept, niech sobie będzie, niech sobie działa. Nie obchodziłoby mnie to za bardzo, gdyby nie pewna sprawa…

Zamów jedzenie ze zniżką 15 PLN!

Środowisko LGBTQIA (czy jakkolwiek inaczej i jeszcze dłużej chcecie je nazwać) ma – co do zasady – świadomość pewnych mechanizmów wykluczających, które dotykają nas w związku z heteronormatywnością świata. Dlatego staramy się (tak, wiem – nie wszyscy!) pisać „poszłyśmy_liśmy”, albo „członkinie i członkowie”, albo „rodzice lub prawni opiekunowie”. Bo chcemy jednak włączać, wkluczać tych, którzy tworzą nienormatywne relacje, żyją w nietradycyjnych rodzinach itd. I to dobrze.

Gorzej jest, gdy mowa o walentynkach.

Bo jednak tradycyjna narracja mówi o miłości romantycznej (czyli nie matczynej, braterskiej, przyjacielskiej czy jakiejkolwiek tam innej), że jej celem jest „dopasowanie dwóch połówek jabłka” (lub pomarańczy – zależy, kto co lubi). A więc zakłada, że „idealna miłość (romantyczna)” składa się z dwóch, dobranych pod każdym względem osób. I niby wszystko okej ale jednak wiemy dziś doskonale, że poliamoria istnieje i w walentynki nie możemy o tym zapominać.

Tym, co sprawiło, że znów zaczęłam o temacie myśleć była reklama-powiadomienie na queer.pl. Serwis, który choćby z racji nazwy, nie powinien zapominać o mniejszościach w mniejszości, wysłał taką oto zaczepkę swoim czytelniczkom_nikom:

I choć sam serwis nie mówi w tym kontekście o parach LGBTQ, to jednak temat jakoś wrócił do mnie. Dlaczego akurat par?

Jasne, poliamoria i otwarte związki nie są dla wszystkich. Choć – co warto wiedzieć – wiele badań wskazuje, że tworzenie otwartych związków może wzmacniać więzi pomiędzy partnerami i partnerkami bardziej, niż gdy żyją w tradycyjnie monogamicznych relacjach. (Ostatnio pisałam o tym tutaj). Ale ja nie o tym.

Każdy z Was zna osoby, które żyją w takich relacjach.

Moje ulubione przykłady, dotyczące osób, które znam osobiście to:

1. Trzej geje żyjący szczęśliwie razem. Najpierw byli parą, potem dołączył do nich ktoś trzeci. Na początku bardziej w ramach „otwierania związku” i poszukiwania nowych partnerów seksualnych. A potem – z czasem – stali się nierozłączną trójką. I dziś – już kilka lat – żyją razem szczęśliwie na warszawskiej Pradze. Nie znam szczegółów ich dalszych decyzji dotyczących tego, czy dopuszczają kogoś jeszcze czy też nie. Ale wiem, że ta trójka żyje szczęśliwiej niż niejedna para, jaką znam (bez względu na płcie osób wchodzących w skład tych par).

2. Małżeństwo otwierające się na innych facetów. Małżeństwem są stosunkowo niedługo ale od dawna już żyją razem. I od tak samo dawna dopuszczają do swojej relacji mężczyzn. Najczęściej jednego w danym momencie. Osobnik taki dołącza do nich na jakiś czas a potem, gdy czują, że ta koncepcja się wypala, rozstają się w pokoju i porozumieniu. A oni, dziś już jako małżeństwo, trwają nadal. I tak od siedmiu czy też dziesięciu lat.

3. Znana para gejów, która żyje w otwartej relacji. Choć publicznie nie mówią o tym za dużo (bo „wizerunek”), to jednak tajemnicą poliszynela jest to, że dali sobie pozwolenie na to, żeby uprawiać seks z innymi partnerami. Znów: nie znam szczegółów ustaleń (bo co mnie to?) ale wiem, że są w tym układzie szczęśliwi i nie chcą niczego zmieniać.

I tak sobie myślę: dobrze byłoby, gdybyśmy w czasie około-walentynkowym nie zapominali o tych spośród nas, które i którzy żyją w relacjach wieloosobowych. A może nawet tym bardziej w tym okresie powinniśmy myśleć o tym, że – jak podpowiada queer.pl – #MiłośćNieWyklucza i że celebracja miłości – nawet tak banalna, jak ta walentynkowa – powinna dotyczyć także poliamorystek_stów.

A o otwartych związkach i poliamorii pisałam więcej w recenzji książki „Puszczalscy z zasadami” na queer.pl.

Foto: polyinthemedia.blogspot.com

Wypowiedz się! Skomentuj!
Podziel się z innymi:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email