Jednym z głównych celów  feminizmu jest umożliwienie kobietom wyboru, w tym tego politycznego.  Mariusz Kurc we „wstępniaku” do listopadowej Repliki, nawiązując do wyborów prezydenckich w USA, prawo to dał jednak tylko tym, które głosowały na Hillary Clinton. Według mnie całkiem niesłusznie!

Patryk Sierpowski

Tekst jest polemiką ze „wstępniakiem” z 64 numeru Repliki.

Myślę, że problem amerykańskich wyborów, w odróżnieniu od analizy Mariusza, lepiej byłoby rozważyć bardziej wielopłaszczyznowo niż sprowadzić go do głosowania na kobietę lub na seksistę. Wcześniejsze sondaże pokazują, że Cliton nie cieszyła się poparciem samych demokratek, które preferowały Berniego Sandersa. To właśnie z nim wiązałyby się konkretniejsze polityczne zmiany i, gdyby nie kandydatura Cliton, to jemu zaufałyby tamte osoby.

Jednak kobiety, o których pisze Mariusz, to głównie republikanki i te niezależne politycznie. To one „odważyły się” zagłosować na Trumpa, co w replikowym wstępniaku tłumaczy się ich zaniżonym poczuciem wartości. Wspomina się nawet, że nie zasłużyły jeszcze na kobietę będącą głową państwa. I tego niestety nie mogę zrozumieć.

Po pierwsze dlatego, że w wynikach exit pollu osoby wybierające Trumpa najczęściej tłumaczyły to chęcią zmiany politycznej (należałoby zadać sobie pytanie, jaka grupa doprowadziła do takiej sytuacji). Są to ludzie zawiedzeni obecnym systemem, przerażeni działaniami ISIS czy stanem amerykańskiej gospodarki. W takiej sytuacji płeć osoby kandydującej i jej retoryka nie mają większego znaczenia, bo, społeczeństwo wybierało pomiędzy kontynuacją obecnej polityki (według dużej części nieracjonalnej), albo zmianą. Dla wielu druga opcja okazała się bardziej kusząca, niezależnie od jej formy.

Chyba nigdy nie zgodzę się też z narracją, która zmusza mnie do głosowania na kogoś tylko dlatego, że należymy do tej samej grupy społecznej. Niezależnie od ewentualnej słuszności takiego wyboru, decyzja należy tylko do mnie. Podobnie jak decyzja o listopadowych wyborach należała tylko do amerykańskich kobiet.

Sprawa ta jest o tyle nieprzyjemna, że zostaliśmy_łyśmy postawione_ni w sytuacji, w której osoba z męskimi przywilejami, jaką jest Mariusz, nie dość, że sugeruje niedojrzałość kobiet do „odpowiednich” wyborów, to jeszcze wzywa je do szanowania samych siebie, wspominając „Respect” Arethy Franklin.  Ta natomiast śpiewa w nim o potrzebie szacunku do samych kobiet, którego chyba tu zabrakło.

Skomentuj
Podziel się z innymi:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone
BRACIA S – wyobraźmy sobie, że dwie osoby, które mają krytyczny stosunek do otaczającej ich rzeczywistości, zaczynają działać społecznie. Pójdźmy dalej - niech te dwie osoby będą parą osiemnastolatków. Żeby lekko podkolorować, będą nimi bracia bliźniacy. Niech mają na imię Patryk i Mateusz. A co, jeśli to wszystko okaże się prawdą? Poznajcie Braci S i ich punkt widzenia.