Najgorsze jest to, że to NIE JEDYNY raz, kiedy mogę nadać taki tytuł wspomnieniom (lub ich brakowi) z jakiegoś wieczoru. No, ale taka jest prawda.

Zaczęło się od spotkania z Bonkiem i dwóch win u niego. Potem spacer do Pauliny i dwa wina u niej. Potem wizyta na biforze, gdzie znów jakiś alkohol poszedł. I tak od 17:00 do 24:00 było naprawdę mocno już. A potem Glamik. I nie wiem dlaczego ale jednak wracałam do domu komunikacją miejską. I bardzo, bardzo żałuję.

No ale najważniejsze, że to już za mną!