No nie da się tego słuchać. Oto pięć najgorszych (do tej pory!) piosenek roku 2016 w subiektywnym acz rozsądnym zestawieniu.

Macie czasami tak, że podczas spaceru po galerii handlowej i zakupów, słyszycie piosenkę wybrzmiewającą z głośników i myślicie sobie „ja pie*dolę, tylko nie to…”. Jedna z takich sytuacji spowodowała, że w tym tygodniu wyliczam największe „koszmarki radiowe 2016”. Oto mój niewdzięczny top 5:

  1. Ellie Goulding „Still Falling for You”

Na początku – jestem ogromnym fanem Ellie Goulding. Uważam, że każda z jej trzech płyt jest doskonała i dziewczyna ma wielką świadomość muzyczną. Na dodatek, idealnie równoważy w swojej twórczości odpowiednią dawkę mainstreamu i świeżości. Niemniej, może wystarczy już tych piosenek do soundtracków?! Okej, „Love Me Like You Do” było super i stało się największym hitem w jej karierze. Pamiętajmy, że rzadko zdarza się, aby kolejny krok w karierze zrobiony „na to samo kopyto” stał być takim samym strzałem w dziesiątkę, co poprzednik (spójrzmy na J. Lo po „On the Floor” – ani „Dance Again” ani „Live It Up” nie osiągnęły już takiego samego sukcesu…). Nie ukrywajmy – „Still Falling for You” nagrane na potrzeby filmu „Dziecko Bridget Jones” miało „ponieść” film tak jak „Love Me…” poniosło „50 twarzy Grey’a”. I podczas gdy film faktycznie bronił się sam w sobie, piosenka okazała się niewypałem, zarówno muzycznie, jak i komercyjnie.

  1. Shawn Mendes „Treat You Better”

Zauważyliście, że co roku pojawia się taki chłopiec, który nagle ma ze dwa-trzy hiciory z debiutanckiej płyty, które non stop puszczają w radiu? W tym roku radia okupuje Shawn Mendes. Tak naprawdę na tym miejscu mogłaby być i piosenka „Mercy” i „I Know What You Did Last Summer” i każdy inny singiel, który wydał. Problem jest taki, że brzmi to, jak wszystko, co już było – nie ma w tym nawet pierwiastka oryginalności. Po wyjściu jego płyty zmusiłem się do jej przesłuchania (żeby nie było, że oceniam coś na podstawie kilku piosenek). I – tak, jak myślałem – płyta jest schematyczna, że aż boli. Mix Justina Timberlake’a, One Direction i Biebera. Oczywiście, nastolatki łykną, więc się sprzeda.

  1. Meghan Trainor „Me Too”

Meghan Trainor jest dla mnie królową najbardziej denerwujących singli. Nigdy nie rozumiałem fenomenu piosenki „All About That Bass”, „No” było nieudaną kopią wczesnego stylu Britney i Christiny z końcówki lat ’90-tych. „Me Too” natomiast przebiło obie te piosenki – jeśli byłby to ranking najbardziej irytujących bitów 2016, to z wszystkich wyróżnionych piosenek ta byłaby na pierwszym miejscu. Teledysk nieśmieszny, laska bez talentu i do tego ten idiotyczny tekst „If I was you, I’d wanna be me too”. Coś strasznego.

  1. Lukas Graham „7 Years”

Gdyby ktoś się mnie zapytał jakiej muzyki nie znoszę najbardziej, prawdopodobnie podałbym dwie odpowiedzi. Pierwszą byłby metal. Drugą byłaby (jak ja to nazywam) – muzyka dla smutnych chłopców. Nie znoszę melancholijnych chłopców śpiewających melancholijne piosenki. Nie znoszę Eda Sheerana, nie znoszę Jasona Mraza, nie znoszę Jamesa Blunta. Nie odmawiam im talentu, to po prostu muzyka nie dla mnie. I mimo że nie jest to #1 tego rankingu, chyba najbardziej alergicznie w tym roku działała na mnie ta piosenka.

  1. The Chainsmokers feat. Halsey „Closer”

Niepojęte jest dla mnie to, że kilka miesięcy po tym jak szczyt Billboardu okupowała artystka taka jak Adele, numerem jeden stało się coś takiego. Wszyscy wykonawcy muzyki EDM powinni być dotknięci faktem, że Chainsmokers promują się jako „artyści” tego gatunku. W przeszłości porównałem pierwsze single Lady Gagi do muzyki dla ośmiolatków robionej przez ośmiolatków. Tutaj jest sto razy gorzej – refren przypominający dźwięki gry Mario Bros. to naprawdę coś strasznego. Nie wspomnę o debilnym tekście, który byłby w stanie napisać każdy gimnazjalista będący w oparach pierwszego podrywu na dyskotece. Dlaczego coś takiego się sprzedaje?

A Wasze najgorsze typy? Co Was najbardziej wkurza w radiu i w klubach?

Dajcie znać w komentarzach pod spodem!

[Filip Borowiak]

Skomentuj
Podziel się z innymi:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone
PEDALSKIE UCHO – łyk kultury. Nie koniecznie tej wysokiej. Muzyczne refleksje geja, który się zna. Skąd się zna? Ano stąd, że żyje muzyką od zawsze. Otwartość na nowe brzmienia, muzyczne niespodzianki, szalone zwroty akcji - to wszystko sprawia, że współczesna muzyka nie ma dla mnie tajemnic. Teraz będę się dzielić swoimi przemyśleniami z Wami.