milosc

Kochasz. Kochasz kogoś. Jesteś tego pewien – to uczucie żyje w Tobie już długo, zbyt długo. Ale druga strona odpowiada ciszą, pustką, brakiem zainteresowania. „Jak żyć?”, zapyta człowiek obdarzony tym, wątpliwej jakości darem. Odpowiedź wydaje się banalnie prosta: żyj (ewentualnie dodatkowo módl się i kochaj miłuj).

Czym w ogóle jest miłość? Ile osób, tyle opinii. Zróbcie eksperyment – napiszcie co dla Was oznacza to słowo, a następnie poproście rodzinę, znajomych o wykonanie identycznego polecenia. Mnogość definicji okaże się zdumiewająca. Dla mnie miłość, to poświęcenie, oddanie, stawianie drugiego człowieka ponad nasze pragnienia. Zawierzenie komuś i zaproszenie do wspólnej celebracji naszego życia. Akt niesłychanie szlachetny, choć często niesłychanie głupi.

Ciężko jest się odkochać. Powiedziałbym nawet – jest to niemożliwe, o ile to prawdziwa miłość. Ale chwila – dlaczego mam się „odkochiwać”, skoro miłość, to najpiękniejsze z uczuć? Otóż powodów może być wiele – rozstanie z chłopakiem, niewłaściwe ulokowanie uczuć… Jeśli kochałeś, to to się w 70% (strzelam, nie każcie dawać danych, mam inne zajęcia) nie zmieni. Ale miłość niejedno ma oblicze. Potrafi być egocentryczna, skupiona nie na osobie kochanej, a na nas samych. Nie obdarowujmy miłością na siłę, nie męczmy, nie dawajmy czegoś, czego druga strona zwyczajnie nie chce. To ciężkie, nie ukrywam, szczególnie tuż po narodzeniu się uczucia. Jednak to jest właściwa droga.

Niczym chrystusowa droga na Golgotę – naznaczona wieloma wyrzeczeniami, trudnościami i potrzebą uciszenia własnych żądz, słabości, niedoskonałości. Ale szczęście zapewni nam tylko wyrzeczenie się pragnienia. Oczywiście nie w stylu indyjskich ascetów, nieposiadających nawet ubrań i poszczących do śmierci. Chodzi o oczyszczenie się z pragnień destrukcyjnych – zatruwających  nasz organizm, naszą psyche i nasze życie. Jak pisał Saint-Exupery – „ Jeżeli coś kochasz – puść to wolno, jeżeli wróci jest Twoje na zawsze, jeżeli nie, nigdy nie było Twoje”. I w tym zdaniu znajduje się cała prawda. Nie bądźmy egoistami. Jeśli ktoś nie chce żyć w naszej „klatce”, nie zmuszajmy go do tego. Pogódźmy się z tym, zaakceptujmy to.

Musimy zmienić naszą grupę focusową. Przerodzić miłość romantyczną w miłość braterską. Oto słowo boże: „miłość braterska”. Kochając ludzi, jako gatunek, niczym braci dojdziemy do źródła prawdziwej miłości, którą pięknie zobrazował św. Paweł w pierwszym liście do Koryntian. Otóż miłość braterska jest czystą miłością, jej kwintesencją. Cierpliwa jest, łaskawa jest, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu.

Crush” to nieszczęście – nie ukrywajmy. Nieodwzajemniona miłość boli niczym rozżarzony pręt wbity w sam środek serca. Ale tylko pozornie. Może też stać się niesamowitą nauką na całe nasze nasze życie. Wyzwaniem, które pomoże nam się przewartościować. Jeśli jesteś w takiej sytuacji – jeśli Twój chłopak marzeń zdaje się Cię ignorować, nie zauważać – nie mąć. Nie knuj, nie manipuluj, nie ingeruj w jego życie. Pokochaj go jak brata. Pokochaj jego nowego chłopaka jak brata. Żyj miłością. Ale nie do jednej osoby, lecz do całego rodzaju ludzkiego. Zwróci Ci się to po stokroć – pozytywna karma będzie z Tobą.
Rozstanie to inna kwestia. Rozstanie w kłótni, określenie naszego niedawnego kochanka jako wroga jest głupie. Zwyczajnie głupie. Koniec związku nie może być wynikiem wybuchu emocji, choć może to być początek końca. Rozmawiajcie. Dużo. Wyjaśnijcie sobie co, jak i dlaczego. Rozstańcie się w przyjaźni. Wybaczcie i proście o wybaczenie. Posiadanie „wroga” do niczego nie prowadzi. Zgoda, niechaj będzie zgoda, a Bóg rękę poda. Posiadanie przyjaciele w swoim ex jest niesamowite. W końcu dzieliliście razem przynajmniej mały wycinek Waszego życia. Miłujcie się na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie. Może nie romantycznie, ale bratersko.
Namaste.

Podzielcie się swoimi doświadczeniami poniżej. Dajcie znać, czy zgadzacie się z Krakowskim Spleenem!

Skomentuj
Podziel się z innymi:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone
KRAKOWSKI SPLEEN – perspektywa pozawarszawska i może tym cenniejsza właśnie. Analiza zwyczajów, zachowań i typowych dla Krakowa sytuacji. Obserwacja gejowskiego życia w mieście spowitym smogiem. Spotkasz tu małych chłopców, prężących pośladki przy barze w Coconie w oczekiwaniu na drinka od starszego dżentelmena. Usłyszysz również o dużych chłopcach - szukających szybkiego seksu pośród ubrudzonych przeróżnymi wydzielinami, walających się rolek papieru i stłuczonych butelek. Kraków wita!