Britney Spears, Christina Aguilera i Justin Timberlake zaczynali od „Klubu Myszki Miki”. Dziś kolejne gwiazdy programu: Ariana Grande, Selena Gomez i Miley Cyrus rządzą na scenach.

Britney Spears, Christina Aguilera i Justin Timberlake zaczynali od „Klubu Myszki Miki” i doprowadziło ich to do prawie dwudziestoletniej kariery i miana ikon muzyki pop. Kto teraz dominuje w muzyce rozrywkowej? Na szczycie listy jest kilka nazwisk – Ariana Grande, Selena Gomez, Nick Jonas, Miley Cyrus, Demi Lovato… Co łączy jedną i drugą grupę artystów? Zaczynali od programów telewizyjnych i konsekwentnie stali się największymi gwiazdami muzyki. Historia lubi się powtarzać.

Co sprawia, że każda piosenka tych młodych artystek i artystów jest hitem? Machina promocyjna? Dobry marketing? A może po prostu talent? To połączenie tego wszystkiego, a dodatkowo doświadczenie w telewizji i wyrobione z czasem nazwiska. Jako dwudziestokilkulatek, obserwowałem kariery Britney i Christiny od samego początku. Nie sa się ukryć, że takie albumy jak „Oops!… I Did It Again” czy „Stripped” Christiny to klasyki każdego fana popu z początku XXI wieku.

Czy, tak jak dla mnie Aguilera czy Spears, dla osób urodzonych po roku 2000 – za kilka lat – idolami będą Selena czy Ariana? Prawdopodobne. Lubię myśleć, że po tak długim czasie (18 lat!) obserwujemy fenomen dominacji współczesnej muzyki rozrywkowej przez artystów, którzy zaczynali swoją przygodę od małego ekranu. Poza Arianą, która zaczynała w stacji Nickelodeon, wszyscy wymienieni zaczynali swoją przygodę od Disney Channel. Już wówczas („Słoneczna Sonny”, „Czarodzieje z Waverly Place”) próbowali swoich sił jako solowi i niezależni artyści, tworzący materiał, niezwiązany z kanałem, w którym grali.

Przewińmy jednak czas trochę do przodu i popatrzmy na to, gdzie muzycznie są teraz. Na pierwszy ogień weźmy Arianę Grande. Pierwsza płyta „Yours Truly” wydana w 2013 była połączeniem romantycznych ballad i kawałków mid-tempo do radia: były bardzo przyjemne w odbiorze ale nie miały potencjału na wielkie światowe przeboje. I wtedy pojawiła się piosenka „Problem”. Produkcja od samego mistrza Maxa Martina (odpowiada za większość dokonań Katy Perry, P!nk i popowej odsłony Taylor Swift), gościnnie Iggy Azalea, bardzo radiowy refren, zostające w głowie trąbki… I poszło! Od tamtego czasu bezbłędnie wybierane single – żaden (a było ich kilka) do chwili obecnej nie ominął Top 20 na Billboardzie. Wisienką na torcie była jej płyta z tego roku, „Dangerous Woman”, która jest w moim odczuciu prawdziwym popowym ideałem, a piosenka „Into You” to chyba najlepszy singiel 2016. Grande ma wszystko – głos, wygląd i dobre piosenki.

Selena Gomez. Długi czas urocza Alex z „Czarodziejów z Waverly Place” – a dziś? Oprócz bycia wokalistką – ikona mody, najpopularniejszy profil na Instagramie. Kilka lat związana z zespołem The Scene, z którym nagrała trzy studyjne płyty. Prawdziwe „boom” zaczęło się po wypuszczeniu pierwszego solowego singla „Come & Get It”, który swoim orientalnym bitem zawojował listy przebojów i zrobił z Gomez gwiazdę. Od tamtego czasu dwa solowe albumy numer jeden, z czego ostatni „Revival” przyniósł jej trzy piosenki w pierwszej dziesiątce Billboardu (na wyróżnienie zasługuje sensualny pierwszy singiel „Good for You”). Trzeci album jest już w drodze – nie wątpię, że powtórzy sukces poprzedników.

Selena może być najpopularniejsza w mediach społecznościowych, ale to inna dziewczyna wzbudza najwięcej kontrowersji. Mowa oczywiście o Miley Cyrus, która w tak naprawdę dopiero zaczyna się rozkręcać jako samodzielnie funkcjonujące nazwisko na popowej scenie, bo tylko płyta „Bangerz” była jej dość jaskrawym śladem na tym polu – eklektyczna, odważna, ale dalej bardzo radiowa. W tym okresie więcej szumu robiły teledyski do singli z tego albumu, niż sama muzyka, ale gdy tylko skończy jurorować w The Voice – jak zapowiada – wyda wreszcie nową płytę.

Nie wszystkie jednak historie i kariery rodem z Disney’a były usłane różami – kolejna dziewczyna, czyli Demi Lovato, mimo że obecnie jest jedną z top of the top, miała duże problemy z bulimią i samookaleczaniem. Jej przełomowa piosenka, „Skyscraper” (która rozprawia się z przeszłością i pokazuje, że mimo przeciwności, można je pokonać i stanąć na nogi) zyskała wielkie uznanie krytyków. Komplementowali w niej zarówno głos Lovato, jak i wiadomość, którą wysyłał utwór. Od tamtej pory wydała trzy bardzo dobre płyty. Ostatnia, „Confident”, to jej najbardziej spójny i śmiały zbiór, nad którymi czuwali producenci Britney i Kelly Clarkson.

Świat (głównie żeńskiego) popu podzielony jest obecnie na dwie części – divy, które już nie muszą wydawać płyty co roku, bo wystarczy im, przykładowo, rezydencja w Las Vegas (Mariah Carey, Jennifer Lopez, Celine Dion) i na świeżą krew, która ciśnie i wydaje przebój za przebojem. Mam młodszą siostrę (12 lat) i obserwuję z uśmiechem proces, który pamiętam ze swojej młodości: zainteresowanie pierwszymi artystami, pierwsze piosenki zgrywane na telefon, kształtowanie świadomości muzycznej.

Dziewczyny, o których mowa to naprawdę utalentowane artystki, które wiedzą, jaką kartą zagrać, żeby wzbudzić zainteresowanie, nie tracąc jednocześnie na jakości muzyki. To nie są kariery sezonowe. Tak, jak nadal słuchamy Britney i Christiny, tak za 10 lat będziemy słuchać właśnie ich.

[Filip Borowiak]

Wypowiedz się! Skomentuj!
Podziel się z innymi:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
PEDALSKIE UCHO – łyk kultury. Nie koniecznie tej wysokiej. Muzyczne refleksje geja, który się zna. Skąd się zna? Ano stąd, że żyje muzyką od zawsze. Otwartość na nowe brzmienia, muzyczne niespodzianki, szalone zwroty akcji - to wszystko sprawia, że współczesna muzyka nie ma dla mnie tajemnic. Teraz będę się dzielić swoimi przemyśleniami z Wami.