Pierwszą pracę aktywistyczną podjęłam jeszcze w szkole podstawowej. W wieku 7 lat napisałam pierwszy list do Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.

W tym roku mija 6 lat od momentu, gdy zajęłam się Paradą Równości. Jestem – razem z Łukaszem Pałuckim – najdłużej organizującą to wydarzenie osobą w historii. Nikt nigdy nie poświęcił jej tyle czasu i energii, co my. Ale nasz czas dobiega końca.

Co się działo do 2010?

W 2010 roku w Polsce odbyła się EuroPride. To wydarzenie wyjątkowe – organizowane przez EPOA, czyli europejskie stowarzyszenie organizatorów marszy gejowsko-lesbijskich. Do 2010 Paradę Równości w Polsce organizowała Fundacja Równości. Wokół jej działalności narosło wiele nieporozumień, plotek, konfliktów i tajemnic. Nie będę się w nie zagłębiać, bo nie kopie się leżącego. Jednakże 2010 roku władze Fundacji Równości postanowiły jeszcze bardziej utajnić jej działanie – powstała spółka celowa, której zadaniem było zorganizowanie w Warszawie EuroPride.

Mój czas w Paradzie Równości dobiega końca

Różnica między fundacją a spółką polega m.in. na tym, że finanse tej pierwszej są jawne. Spółka zaś może robić co chce no i – co ważne! – działa dla zysku, podczas gdy fundacja cały swój zysk musi przeznaczać na działalność statutową. Spółka celowa ma też to do siebie, że po realizacji celu, jaki został przed nią postawiony, ulega rozwiązaniu. I tak właśnie władze Fundacji Równości wyprowadziły imprezę i pieniądze z EuroPride do spółki celowej a potem… zniknęły.

We wrześniu 2010 okazało się, że zarząd spółki już nie mieszka w Polsce a w Berlinie. I nie zamierza wracać. Parada Równości została bez organizatorów. Fundację Równości utworzyły w 2005 roku Kampania Przeciw Homofobii, Lambda Warszawa oraz Międzynarodowe Stowarzyszenie Gejów i Lesbijek na rzecz Kultury w Polsce (nie działa jakoś od 2009 roku). Fundatorzy dawno utracili kontrolę nad tym, co się dzieje w Fundacji Równości. Jak wszyscy, także i oni mieli dość.

Wówczas Szymon Niemiec, jeden z głównych twórców Parady Równości w 2001 roku zaproponował: zróbmy ją inaczej, oddolnie, jak to miało miejsce przed 2005 rokiem. Zaprosił na otwarte spotkania wszystkie osoby zainteresowane. Te i tych, którzy chcieli zrobić Paradę Równości po swojemu, inaczej.

A było co zmieniać. Od 2005 roku wydarzenie, które pomyślane było jako jednoczące wszystkie mniejszości, grupy dyskryminowane i narażone na wykluczenie, wyraźnie skręcało w stronę wydarzenia tylko środowiska LGBT, żeby ostatecznie w 2010 roku stać się po prostu wydarzeniem gejowskim. Komercyjnym, wykluczającym i nie takim, jakie widzimy dzisiaj. Więc postanowiłam działać razem z nimi. Chciałam przyjść, powiedzieć, co mi się nie podoba i jak ja widzę to wydarzenie – jako bardziej squeerowane, bardziej kolorowe i różnorodne. Na spotkaniu było sporo osób, udało mi się moje zdanie wyrazić i w zasadzie to byłby koniec, gdyby nie pewna propozycja…

Jak zostałam rzecznikiem prasowym

Od samego początku ustalono, że pozostajemy ciałem nieformalnym, by wszyscy mieli w pamięci jakie problemy pojawiły się, gdy utworzono Fundację Równości. My więc chcemy pozostać jako grupa niezależnych podmiotów, działających razem. Postanowiono też, że nie będzie w grupie przywództwa. Nie ma żadnego szefa czy prezeski. Wszystko odbywa się demokratycznie i każdy jest równy pozostałym. Ale! Dość szybko uświadomiono sobie, że jednak ktoś musi nas reprezentować – choćby przed mediami. I tak zrodził się pomysł utworzenia funkcji rzecznika prasowego Parady Równości.

Nie pamiętam już, kto rzucił moją kandydaturę. Na pewno nie konsultowano tego ze mną wcześniej i nie spodziewałam się tego – to przyznaję. Ale że zabrzmiało to interesująco, to powiedziałam, że chętnie podejmę się tego zadania. Potem rozpoczęła się trwająca chyba 3 miesiące debata. Nad czym? Ano nade mną. Nikt nie mówił, że się nie nadaję merytorycznie. Chodziło raczej o to, czy osoba trans powinna być rzecznikiem prasowym. I czy nie będzie działać na niekorzyść Parady Równości, że ja się tak głupio nazywam. W całej debacie nie brałam udziału, przysłuchiwałam się tylko. Ostatecznym problemem było to, czy mam być rzeczniczką prasową czy rzecznikiem prasowym. W głosowaniu wygrało to drugie.

I tak właśnie zaangażowałam się w Paradę Równości mocniej. Potem okazało się, że jednak nie tylko rzecznikować będę ale po prostu ją organizować.

Mój czas w Paradzie Równości dobiega końca

Marzenia, cele i założenia

Marzeniem moim i Łukasza Pałuckiego było zrobić manifestację, która w końcu zwiększy liczebność, będzie bezpieczna, różnorodna, inkluzywna i zakończy się wielkim koncertem, na którym pojawią się prawdziwe gwiazdy. Naszym założeniem było, że uda się nam to zrobić gdzieś w okolicach 2013 roku. Ambitnie.

Pewnych rzeczy musieliśmy uczyć się od zera, część była w zakresie naszych umiejętności. Problemem pozostawał także fakt zerowego zaangażowania firm w Paradę Równości oraz niechęci firm, które brały udział w EuroPride 2010 do tego, by znów się włączać w takie wydarzenie.

Zakasałam rękawy i razem z Łukaszem ale i wieloma innymi osobami zaczęliśmy porządkować i profesjonalizować wszystko. Udało się nam wprowadzić jedno logo Parady Równości (wcześniej były co roku inne!), zrobić odpowiednią stronę www, nawiązać kontakty ze wszystkimi ważnymi organizacjami LGBTQIA ale i wyciągnąć rękę do innych ngo. Nawiązaliśmy wzorowe relacje z policją, strażą miejską, władzami miasta, służbami porządkowymi miasta… No i udało się nam zwiększyć liczebność Parady Równości jakieś 3 razy względem rekordowego roku 2010. Nie mówiąc o tym, że jest to wydarzenie zupełnie bezpieczne, sprawnie przeprowadzane.

Koncert – na mniejszą skalę – ale też się udał. Dwa razy: w 2014 i 2016. Jasne, ja też wolałabym, żeby to był koncert Lady Gagi pod Pałacem Kultury i Nauki, ale nie zapominajmy, że #PolskaJestBardzoBiedna. Może kiedyś.

Nie udało nam się jedno, co zakładaliśmy. Naszym celem było uzyskanie takiej sytuacji finansowej, w której mamy zatrudnioną co najmniej jedną osobę na co najmniej pół etatu, która przez cały rok pracuje na rzecz Parady Równości. Co roku rzeczy do zrobienia jest coraz więcej a naszej energii raczej ubywa niż przybywa z racji zmęczenia ciągłym kopaniem się z rzeczywistością. W ciągu ostatnich 12 miesięcy otrzymałam w sprawie Parady Równości 3900 maili, zaś wysłałam 2300. To oznacza, że średnio CODZIENNIE dostaję 10,6 maila i wysyłam 6,3 maila w sprawie Parady. W soboty, niedziele i święta też. Latem, jesienią, wiosną i zimą.

Co się udało a co nie?

Zarówno ja, jak i Łukasz Pałucki jesteśmy zmęczeni. Znudzeni trochę a trochę rozczarowani. Rzeczywistością ale i sobą. No bo nie udało się nam to, co sobie zaplanowaliśmy. Mnie Parada Równości przestała cieszyć. Gdy idę (w tym roku: jadę) w niej, to nie chcę tam być. Bo ja nadal pracuję w tym czasie. Ogarniam pożary, zmieniam decyzje, kontaktuję się z policją. To nie jest zabawa, to praca. Poza tym nie widziałam całej Parady od 2009 roku (od 2010 nosiłam baner WHATEVER) a chciałabym wreszcie zobaczyć!

Nie mówiąc o tym, że Parada Równości mnie kosztuje. Co roku przelewam na jej konto konkretne pieniądze. W 2015 roku było to ponad 2700 zł, a w roku 2014 ponad 4600 zł. Bo jak brakuje, to jakoś te pieniądze trzeba znaleźć…

No a poza tym: spójrzmy prawdzie w oczy – nam wydaje się, że robimy wszystko dobrze i zgodnie z tym, czego nauczyliśmy się przez lata sami ale i od innych. Ale jednak nie udało się nam osiągnąć wszystkich celów. Może jednak ktoś nowy zrobi to lepiej? Inaczej? Dajmy szansę!

Nie mówiąc o ciągłym narzekaniu. Ja wiem, że można pewne rzeczy zrobić lepiej. Chętniej byśmy je zrobili lepiej ale brakuje pieniędzy i rąk do pracy. Po prostu. Jeśli ktoś uważa, że zrobi to lepiej, zapraszam do Komitetu Organizacyjnego Parady Równości.

Mój czas w Paradzie Równości dobiega końca

Czy będzie Parada Równości 2017?

O tym, że chcemy odejść poinformowaliśmy ponad rok temu. Po to, żeby pojawił się ktoś, kto przez ten rok będzie mógł nas obserwować i uczyć się w praktyce tego, co my już wiemy po latach doświadczeń. Daliśmy Komitetowi Organizacyjnemu roczny okres wypowiedzenia.

Jak łatwo się domyślić, nikt się nie znalazł, nie zgłosił. Nie dziwię się, Parada Równości to wymagająca praca darmowa. Przez cały rok. W tym roku znów mnie tak zaangażowała w maju i czerwcu, że nie miałam czasu na normalną pracę i znów straciłam zlecenia. Aktualnie jestem bezrobotna.

Więc jeśli pytacie mnie: kto zrobi Paradę Równości w 2017, odpowiadam: nie wiem. A jeśli pytacie, czy jest szansa, że nie będzie Parady Równości 2017, to odpowiadam: tak, jest. I najgorsze jest to, że się tym nie przejmuję. Jestem na tyle zmęczona Paradą Równości, że nie zależy mi na tym, żeby odbyła się za rok. Prawdę mówiąc, za pieniądze, które w nią ładuję, mogę spokojnie polecieć na jakieś dwie inne parady pride’owe w Europie i bawić się tam. Naprawdę, już nie mam serca do Parady Równości. Ten wolontariat się wypalił we mnie.

Co dalej?

Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Kończę właśnie sprawozdania finansowe dla sponsorów i darczyńców i potem odpocznę. Fundatorzy będą musieli wyznaczyć nowy Zarząd, bo my gdzieś pod koniec września formalnie zrezygnujemy.

Czy jest coś, co może zmienić moje zdanie? Tak. Znalezienie pieniędzy na zatrudnienie kogoś przy Paradzie Równości 2017. Czy są na to szanse? Nie widzę na horyzoncie żadnej nadziei.

Tak więc nie mówcie mi, że przecież ktoś musi zrobić Paradę Równości, że przecież nie może jej nie być, że nie mogę postąpić tak nieodpowiedzialnie. Po 1. wcale nie wiem czy Parada Równości rzeczywiście musi być. Może nie musi. Może to zagraniczny pomysł, który u nas się nie sprawdza po prostu. Po 2. nie jestem nieodpowiedzialna, bo dałam roczne wypowiedzenie – to wystarczająco dużo czasu, by ktoś się znalazł.

W obecnej sytuacji mój czas w Paradzie Równości po prostu dobiega końca.

Skomentuj
Podziel się z innymi:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone