12665655_1070475636349607_1143929707_nMiliony obywateli i obywatelek Polski mają ważniejsze problemy. Dla większości sprawa ta stanowi rzecz tak oczywistą, jak uzyskanie zaświadczenia od lekarza zawodowego. Jednak dla mnie to próba związania mnie z instytucją, której część działań mnie brzydzi.

Patryk Sierpowski

Niedawno, podobnie jak dwieście tysięcy czterysta osób, przede wszystkim tych, których płeć została określona jako męska, otrzymałem wezwanie do kwalifikacji wojskowej. Ta stanowi pozostałość po poborze zniesionym w 2008 roku i ogranicza się głównie do badania lekarskiego, wydania książeczki wojskowej oraz przeniesienia osób do rezerwy. Wszystko to określane jest w wojskowej retoryce jako „uregulowanie spraw” związanych z tym organem. Jeśli ktoś nie miałby ochoty na taką formę współpracy z wojskiem, musi liczyć się z karą pieniężną, wizytą policji lub nawet z pobytem w więzieniu.

Najbardziej drażniący wydaje mi się element przymusowego zaangażowania się w działania armii. Jako osoba pacyfistyczna, mam spore wątpliwości przy analizie problemu żołnierzy i żołnierek. Zdaję sobie sprawę, że wymaga ona poznania kontekstu całej sytuacji, mogę jednak bez większych trudności powiedzieć, że brzydzę się przemocą i nie chcę mieć z nią nic wspólnego. W przypadku obowiązkowej kwalifikacji wojskowej pozbawiono mnie możliwości wyboru i bez mojej zgody powiązano mnie z armią. Dlaczego? Bo w świetle prawa jestem osobą „płci męskiej”.

Tutaj pojawia się kolejny problem, a mianowicie sprawa płci podczas kwalifikacji. Uczestnictwo kobiet ograniczono do ochotniczek i absolwentek kierunków weterynaryjnych, medycznych, psychologicznych etc. Nie dość, że utwierdza to fałszywy obraz mężczyzny, jako osoby spragnionej krwi i zdolnej do zabijania, to jeszcze stawia kobiety na pozycji słabszych jednostek, mogących przydać się tylko do ratowania zdrowia lub życia żołnierzy. Aprobując lub nie sprzeciwiając się temu obowiązkowi, wyrażamy zgodę na opresyjną, militarno-seksistowską retorykę wojska.

Jestem świadom, że motywacja do zmiany takiego „szczegółu”, jakim jest kwalifikacja wojskowa, nie będzie największa. W końcu codzienne problemy przytłaczają nas na tyle, że zwracanie uwagi na takie „drobiazgi” nie wydaje się nam potrzebne. Jednak to właśnie szczegóły kreują rzeczywistość i to one mają olbrzymi wpływ na to, czy żyjemy w świecie pełnym przemocy i nienawiści czy też rozwijamy się w bezpiecznej dla każdego_ej przestrzeni.

Rzecznik Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Tomasz Szulejko, uznał, że wezwanie przed komisję wojskową jest „ważnym dniem dla młodych mężczyzn i ich rodzin”. Co prawda, nie czuję się mężczyzną, jednak dla mnie będzie to równie ważny dzień, ponieważ wykorzystam go na wyrażenie swojego zdania o przemocy i seksizmie. Jeśli nie mogę zrobić nic, co zwolniłoby mnie od wmieszania w system wojskowości, pokażę, że nie zgadzam się na obecny stan rzeczy. I choć ubranie T-Shirtu z antymilitarnym i feministycznym napisem może wydać się niektórym nic nieznaczącym aktem sprzeciwu, to, według mnie, niezależnie od swojej siły, będzie to wyróżniający się głos oporu przy setkach tysięcy osób, które każdego roku biernie stawiają się przed komisją.

Skomentuj
Podziel się z innymi:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone
BRACIA S – wyobraźmy sobie, że dwie osoby, które mają krytyczny stosunek do otaczającej ich rzeczywistości, zaczynają działać społecznie. Pójdźmy dalej - niech te dwie osoby będą parą osiemnastolatków. Żeby lekko podkolorować, będą nimi bracia bliźniacy. Niech mają na imię Patryk i Mateusz. A co, jeśli to wszystko okaże się prawdą? Poznajcie Braci S i ich punkt widzenia.