Próbuję być obiektywna przy ocenie pierwszego solowego singla Zayna i mi się udaje. Bo w teledysku nie widać go półnago.

ZAYN-Pillow-Talk-2016No bo że mam słabość do Zayna, to chyba wszyscy wiedzą. Taką słabość, że do tego, jak wygląda ale i do tego, jak śpiewa. Co prawda zapuszczona broda, która ma dodać mu męskości i jednoznacznie oderwać go od wizerunku boysbandowego chłoptasia, moim zdaniem psuje jego wizerunek ale wybaczam mu.

Właśnie z powodu mojej słabości do niego zwlekałam długo z wysłuchaniem/obejrzeniem „Pillowtalk”. Bałam się z jednej strony rozczarowania a z drugiej – tego, że Zayn weźmie mnie łatwymi sztuczkami. Pokaże się bez koszulki i już nie będzie miało znaczenia co i jak śpiewa.

Ale tak nie jest. „Pillowtalk” to kawałek dobrej roboty. Muzycznie to ewidentnie piosenka pościelowa z pazurem. Lirycznie oddaje napięcie i konfuzję, jaką wywołują emocje. „Paradise” i „war zone” przeplatają się tak, jak przeplatają się w nas sprzeczne emocje w momentach uniesienia. W ten sposób piosenka doskonale obrazuje cały ten miks, tę mieszankę. Jeśli zaś idzie o teledysk, to więcej tam nagich kobiet niż półnagiego Zayna. Ale sposób nagrania – niejdnoznaczne obrazy, przejścia, ciemny nastrój, mieszanie się, „wylewanie się” obrazu doskonale oddają erotyczne napięcie, jakie jest w muzyce ukryte. Pomysł Bouha Kazmiego na klip był naprawdę wyborny. I trafia w sedno.

No i czekam na kolejną muzykę od Zayna. Raz: żeby zobaczyć, czy trzyma taki sam wysoki poziom. A dwa: żeby upewnić się, że nie przegapię klipu, w którym kiedyś jednak będzie bez koszulki.

Na razie jednak: polecam!

Skomentuj
Podziel się z innymi:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone