Poniedziałek, 1 lutego 2016. Spędziłem go w domu. W łóżku. Weekend w świetle stroboskopów i rytmie klubowych przebojów skończony. Weekend bez ani minuty snu. Weekend z Nim. Teraz leżałem otulony dźwiękiem utworu „Miserere” Allegriego i oślepiony blaskiem tanich świeczek. Skupiony na głębokiej introspekcji, a nie rozmowie z odurzonymi młodzieńcami.

„Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie.” (Rz 1:27)

fot. Krakowski Spleen / JejPerfekcyjnosc.pl
fot. Krakowski Spleen / JejPerfekcyjnosc.pl

Zaprawdę powiadam Wam – Paweł apostoł miał rację. Ponosimy zapłatę za zboczenie. Jest nią rozpusta. Oczywiście – zawsze znajdzie się socjalista chcący płacić jak najwięcej danin. I chyba już wiem skąd u homoseksualistów miłość do lewicy… Gejowska łatwość w nawiązywaniu szybkich (acz krótkich) znajomości na jeszcze szybsze numerki jest fenomenalna. Jednak dlaczego tak się dzieje? Czemu one służą?

Sobota, 31 stycznia 2016. Umieram, lecz wiem, że On będzie na mieście. Resztkami sił zamawiam Ubera i jadę do Sodomy. Po drodze zastanawiam się jeszcze kilkukrotnie – „Może kazać mu zmienić trasę? Może czas odespać piątek?”. Mój osłabiony brakiem snu rozum próbował jeszcze walczyć. Miotał się w konwulsjach, niczym krowa z poderżniętym rytualnie gardłem. Fenyloetyloamina nie dała za wygraną. Kazała jechać, zobaczyć Go, nie zważała no moje wycieńczenie. Jest kurwą. Nieczułą i bezwzględną kurwą, dominą egzekwującą swoje rozkazy.

Po 3 godzinach nadszedł. Prędko znalazł nową ofiarę. Bez większych problemów nawiązał dialog. Wystarczyło jedno spojrzenie – jeden strzał. Ale On lubi polować z naganką. Robić ze mnie swojego teriera, myśliwską sukę. Tym razem nie było inaczej. O czym rozmawiali? O chłopcach. O ich fizyczności, powierzchowności. O tym co lubią, czego nie, czy wolą włożyć, czy mieć włożonego. Z kim się jebali, a z kim by chcieli. I co robią później. On nie ma planów, on też nie. To może coś razem? Dyskretnie, konkretnie.

Dobra – nie jestem święty. Pod wpływem alkoholu i innych czynników zewnętrzych również zdarza mi się prowadzić bardzo dwuznaczne rozmowy. Ale zawsze później tego żałuję. Może warto byłoby wiedzieć o X i Y coś więcej, niż tylko znać ich ulubione pozycje, preferencje i nazwiska byłych partnerów. Kim są, gdy już się spuszczą? Czy nadal myślą o nagich, męskich torsach, silnej dłoni ciągnącej ich za włosy, kutasie pulsującym w ich ustach? Może są tacy jak ja. W samotności zdejmują maski, stają przed sobą nadzy i planują swój pogrzeb. Cały dzień uśmiechają się do ludzi, są duszami towarzystwa, a po powrocie do swego eremitorium przestają grać i zastanawiają się co u Niego.

Brak nam bliskości. Nawet będąc w związku nie możemy okazać jej sobie, kiedy jej potrzebujemy. Nie przytulimy się na przystanku. Nie złapiemy za rękę w tramwaju. Rodzi to deficyt czułości. Gdy już się z kimś spotkamy, pragniemy intensywnie i w krótkim czasie nadrobić te braki. Seks, akt zespolenia ciał, wydaje się być najlepszy. Teoretycznie daje maksimum bliskości w najkrótszym czasie. Ale w rzeczywistości jest to tylko iluzja. Bliskość działa niczym narkotyk. Następnego dnia nie jest już zajebiście, nadciąga zjazd. Wynik gwałtownego wzrostu poziomu serotoniny w synapsie nerwowej. Znowu budzimy się sami w naszych łóżkach. Na poduszce czuć jedynie Jego perfumy, które na początku są jeszcze dla nas czymś pozytywnym, wspomnieniem wspaniałych chwil. Ale szybko nadchodzi chłód. To nie zapach ciepłego ciała w które tak mocno się niedawno wtulaliśmy, a zimnej pustki obok. Poltergeista udającego Jego, mylącego nasze zmysły.

To błędne koło stanowi dla mnie nieustanne źródło frustracji. Swe obolałe, poranione serce już dawno temu wyszarpałem z wychudzonej klatki piersiowej. A przynajmniej tak sobie wmawiałem, ale chyba coś poszło, kurwa, nie tak. Mam nadzieję, że ujebałem nerkę – jest jeszcze druga w razie czego, gorzej z trzustką, czy śledzioną. W każdym razie – serce musi być, bo znowu się odzywa. Znaczy – odzywało się ciągle, ale ponieważ miewam omamy od czasu do czasu (tak, słyszę głosy, zazwyczaj Jego głos) myślałem, że to nadal znaki mojej nadchodzącej schizofrenii. Aż znowu zawyło niczym trąby jerychońskie – tego już bym sobie nie wymyślił. Jest i gnije. Gdyby Werter nagle znalazł się w moim położeniu nie cierpiałby tak długo. Skończyłby ze sobą nim zdążyłby napisać trzeci list. Lotta przynajmniej nie była wyrachowaną i bawiącą się uczuciami suką.

Miserere mei, Deus et a peccato meo munda me.

Skomentuj
Podziel się z innymi:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone
KRAKOWSKI SPLEEN – perspektywa pozawarszawska i może tym cenniejsza właśnie. Analiza zwyczajów, zachowań i typowych dla Krakowa sytuacji. Obserwacja gejowskiego życia w mieście spowitym smogiem. Spotkasz tu małych chłopców, prężących pośladki przy barze w Coconie w oczekiwaniu na drinka od starszego dżentelmena. Usłyszysz również o dużych chłopcach - szukających szybkiego seksu pośród ubrudzonych przeróżnymi wydzielinami, walających się rolek papieru i stłuczonych butelek. Kraków wita!