NoweQueer stale podważa wszystko, co uważane jest za „normalne”. Jest świadomy, że normalność to uprzywilejowanie wobec inności. Niestety od niedawna Queer sam zmierza ku mainstreamowi i nie robi niczego, żeby zmienić ten kierunek.

Mateusz Sierpowski

W ostatnich dniach na najbardziej znanym portalu dla osób LGBT w Polsce zablokowano kolejną opcję. Tym razem, „zwykłe_li” użytkowniczki_cy Queer.pl nie mogą już zobaczyć, od kogo otrzymały_li tak zwane serduszko. Opcja ta jest dostępna tylko dla osób, które wpłacą pieniądze na rzecz portalu. Eufemistycznie rzecz ujmując – zostaną „Przyjaciółmi_kami Queer”.

Już od dłuższego czasu z niesmakiem obserwuję politykę, jaką prowadzi ten portal. Mocny zwrot w stronę kapitału nie ingerował jednak w byt każdej_ego użytkowniczki_ka na tyle, żeby należało głośno się temu sprzeciwić. W tym tygodniu administracja posunęła się jednak za daleko. Tym razem trzeba wznieść powszechny okrzyk: „Queer dla osób! Nie dla zysku!

Przekazanie portalowi pieniędzy otwiera przed nami morze możliwości. Nie jesteśmy atakowani_ne masą natrętnych reklam, możemy cieszyć się większą prywatnością, widzimy, kto wszedł na nasz profil w ciągu ostatnich dwóch tygodni, możemy czytać wszystkie artykuły. Od niedawna, mamy również dostęp do jednej z opcji, która wcześniej warunkowała funkcjonowanie na tym, jak by nie było, społecznościowym portalu – listy osób, które podarowały nam serduszko.

<pNawiązywanie jakichkolwiek kontaktów poprzedzało zazwyczaj przekazanie sobie tego miłego gestu. To symboliczne posunięcie pozwalało często na rozpoczęcie rozmowy, z której wyniknąć mógł poruszający romans, ekscytująca znajomość rozszerzająca nasze horyzonty lub ulotna wymiana zdań, z której po sześciu tygodniach nie pozostaje jednak żadna pamiątka. Po tym czasie „normalnym” użytkowanikom_czkom są bowiem kasowane wiadomości w skrzynce. Chyba, że zapłacą.

Ciągłe rozbudowywanie przywilejów dla „Przyjaciółek_ół Queer” kosztem innych osób doprowadziło do paradoksalnej sytuacji. Portal, łączący wykluczone_nych, sam zaczął dzielić ich/je na lepszych_e i gorszych_e tylko na podstawie zawartości portfela, a to zakrawa na paranoję.

Bycie kłir zawsze oznaczało bycie świadomym różnych form ucisku. Wykluczenie ze względu na płeć, rasę, seksualność czy klasę osoby w kłirowym postrzeganiu rzeczywistości jawiło się jako element, z którym należy walczyć na wielu płaszczyznach. W momencie, gdy queer jest zawłaszczany przez kapitalistyczne sny o zysku, a zwłaszcza zysku kosztem wykluczonych, nie chcę być z tym queerem utożsamiany. Właśnie to miało miejsce w przypadku Queer.pl.

Portal ten był jedną z niewielu przestrzeni, która pozwalała nam na swobodną wymianę myśli, w odcięciu od seksualnych czy matrymonialnych propozycji składanych na randkowych witrynach. Miejscem, gdzie znaleźć można było informacje o aktualnych wydarzeniach, ale również płaszczyzną, na której sama społeczność wzmacniała się poprzez nawiązywanie nowych znajomości między osobami oraz wzajemne wspieranie się w trudnych chwilach. Jednak, kiedy drogę zagrodził kapitał, ta bańka prysła.

Queer.pl dla osób wykluczonych przez ich miejsce zamieszkania był zawsze swego rodzaju ucieczką. W małych miejscowościach lub wsiach oddalonych od większych osiedli często na próżno jest szukać zrozumienia zarówno wśród najbliższych, jak i tych dalszych. Nieraz życie takich osób jest egzystencją z przygnębiającym poczuciem wyobcowania, którego nie ograniczy żaden portal randkowy. Budowanie własnej osobowości zaczyna się wówczas zazwyczaj od stron takich jaki Queer.pl. Pozwala w Rawiczu, Szczedrzyku lub w Bieczu otworzyć oczy na różnorodność, poznać historię innych, podobnych sobie osób i podzielić się własną opowieścią. Nakaz zapłaty jest budowaniem swego rodzaju muru. Choć nie jest to stosunkowo wysoka kwota, stanowi przeszkodę, której taki portal powinien być pozbawiony.

Queer oznacza również ciągłe poszukiwanie alternatyw. Innych opcji dla opresyjnej normy, która nie pozwala osobom na życie w zgodzie ze sobą. Być może i tym razem kłir jednak zwycięży. Być może to posunięcie sprawi, że powstanie nowe miejsce, w którym będziemy mogły_li jednoczyć się bez względu na tylko pozornie dzielące nas cechy. Miejsce, gdzie nasza majętność nie będzie miała żadnego znaczenia. Miejsce, które przeciwstawia się marginalizacji nie tylko ze względu na jeden aspekt naszej osobowości, bo to tak naprawdę sprzeciw bardzo powierzchowny.

Wierzę jednak, że Queer.pl do tego nie dopuści. Mam nadzieję, że weźmie odpowiedzialność za nazwę, jaką się szczyci i ta „inna strona” otworzy się w końcu na osoby, które ją tworzą. Bo, bynajmniej, nie są to tylko te, które mają gwiazdkę przy zdjęciu profilowym.

AKTUALIZACJA 26 stycznia 2016
Radek Oliwa z portalu queer.pl odpowiada na stawiane zarzuty TUTAJ.

Wypowiedz się! Skomentuj!
Podziel się z innymi:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
BRACIA S – wyobraźmy sobie, że dwie osoby, które mają krytyczny stosunek do otaczającej ich rzeczywistości, zaczynają działać społecznie. Pójdźmy dalej - niech te dwie osoby będą parą osiemnastolatków. Żeby lekko podkolorować, będą nimi bracia bliźniacy. Niech mają na imię Patryk i Mateusz. A co, jeśli to wszystko okaże się prawdą? Poznajcie Braci S i ich punkt widzenia.