Aktywizm„Cały ten twój aktywizm jest bez sensu. Niczego nie zmienisz i nic z tego nie będziesz miał”. Czy jest w tym chociaż trochę prawdy? Czy to, co robię, jest pozbawione sensu? Czy naprawdę nie warto działać?

Patryk Sierpowski

Moja aktywistyczna historia nie jest zbyt długa. Wszystko zaczęło się od poznania Czarka – ówczesnego członka FMS-u. Wcześniej ograniczałem się do uważnego śledzenia działań Greenpeace’u oraz podpisywania wszystkich ekologicznych petycji. Dopiero Czarek pokazał mi, że nie tylko specjaliści_stki mogą działać – aktywizm to zajęcie dla wszystkich, wystarczy tylko chcieć! Na fali tego wczesnego (i jak się okazało, niesłomianego) zapału wstąpiłem do Ostrej Zieleni, wówczas podupadłej organizacji młodzieżowej, z którą zacząłem stawiać pierwsze kroki.

Na samym początku możemy czuć się bardzo niepewnie. W końcu jesteśmy tymi nowymi, którzy_re nie wiedzą za wiele, nie mają żadnego doświadczenia. Przez pewien czas współpracowałem z osobą, która sama przyznawała, że nie ma pojęcia, czym jest lewica lub nawet demokracja. Jej pomysły na różnego typu akcje często były zupełnie oderwane od charakteru środowiska, w którym działaliśmy_łyśmy. Jednak jednego nie można było jej odmówić – olbrzymich pokładów energii, które zapewniały jej ciągły kontakt z praktyczną stroną aktywizmu. One również powinny mobilizować nas do rozwoju intelektualnego. Przecież, jeśli chcemy zmieniać rzeczywistość, musimy zacząć od nas samych!

Mamy już energię i nie możemy doczekać się przełożenia jej na konkretne czynności. Jak jednak zacząć? Po prostu działać. Tylko nasza praca jest w stanie przyciągnąć do nas inne osoby. Trzeba oczywiście przyznać, że aktywizm na własną rękę bywa trudny. W wielu miejscowościach nie istnieją odpowiadające nam organizacje, przez co znajdujemy się w pewnym niebycie. Jednak to właśnie w nim zaczynałem działanie w Ostrej Zieleni. Mieszkałem wówczas w Poznaniu, lecz znałem tam tylko osoby z mojej szkoły informatycznej, a więc ludzi najczęściej niezainteresowanych aktywizmem, zwłaszcza tym lewicowym. Niemniej, z odrobiną chęci nawet w zupełnie obcym środowisku znajdziemy kogoś, kto przyłączy się chociaż do jednej naszej inicjatywy. W moim przypadku był to nowo poznany przyjaciel, Mikołaj, jak się potem okazało, najwytrwalszy działacz poznańskiej Ostrej, z którym zachęciłem do wstąpienia do naszego koła kilkanaście osób. Część z nich została na dłużej, część nie angażowała się w późniejsze działania, jednak wszystkie zostawiły po sobie ślad, dodając nam sił do dalszej pracy.

Pierwsza akcja z Mikołajem i zaproszoną przez niego Elą
Pierwsza akcja z Mikołajem i zaproszoną przez niego Elą

Tak – pracy. Obserwując jej efekty może wydawać się, że ogranicza się ona do dumnego dzierżenia transparentów podczas manifestacji czy przekazywania pism do władz w światłach fleszy. Niestety aktywizm to przede wszystkim, uważane za nie do końca przyjemne, codzienne obowiązki. Zbiórka podpisów, podczas której jesteśmy bici_te, pluci_te i wyśmiewani_e, całodobowa kontrola facebookowych wydarzeń zalewanych falą nienawistnych komentarzy, przygotowywanie materiałów publikowanych podczas różnego typu kampanii, wyszukiwanie artykułów publikowanych na fanpage’ach, przygotowywanie grafik czy załatwianie megafonów, rysowanie plakatów albo wycinanie własnoręcznie przygotowywanych ulotek. Akcje, z którymi wychodzimy na ulice (i nie tylko) są jedynie zwieńczeniem intensywnej pracy wielu osób. Niektóre z nich traktują je jako cel, ja natomiast odbieram widoczne efekty naszego działania jako wspaniałe dopełnienie aktywistycznej codzienności.

Trudno jest mi powiedzieć, która część działalności sprawia mi większą przyjemność. Pragmatyczne czynności pozwalają nam na poznawanie nas samych. Moment, w którym ktoś pluje nas i kradnie nam ulotki po sześciu godzinach łaskawego proszenia o podpisanie się pod kandydaturą Anny Grodzkiej, odkrywa przed nami nieznane części naszej osobowości. Przymus połączenia codziennego aktywizmu z nauką, pracami domowymi i – ogólnie – życiem również wykształca w nas umiejętności, których wcześniej byśmy się po sobie nie spodziewali_ły. Poza tym przynosi poczucie, że nawet w zwykły wtorek czy czwartek robimy coś, co w mniejszym lub większym stopniu kształtuje nasze otoczenie.

Podczas wykonywania takich (nie)zwykłych czynności zdarzają się chwile, kiedy, już zgodnie z powszechnym obrazem działacza_ki, angażujemy się w inicjatywy, o których znacznie częściej usłyszy przeciętna Kowalska. Pikiety, debaty czy składanie kwiatów pod tablicami pamiątkowymi kształtowały bieg mojej aktywistycznej historii i dodawały mi energii do dalszej pracy. Aczkolwiek musimy przyznać, że zasięg takich akcji często ogranicza się do kilkudziesięsiu/kilkuset osób, które w większości przypadków nieświadomie znalazły się w pobliżu. Ile z nich weźmie sobie do serca to, co chcemy przekazać? Przy akcji wielkości Płomienia Nadziei często możemy dostrzec jakiś odzew społeczny, natomiast większość lokalnych inicjatyw przeminie bez większego echa. Musimy być świadomi_me, że w ten sposób zmienimy tylko małą część świata, ale istotne jest to, że na nią składamy się również my. Wracam tutaj tego, co napisałem wcześniej – kształtując rzeczywistość, rozwijamy również nas samych_e i często właśnie to jest naistotniejsze. Akcje są specyficznymi skupiskami wielu niecodziennych przeżyć, które pozwalają nam spojrzeć na wszystko z zupełnie innej perspektywy. Doskonalą nas i uczą radzenia sobie w trudniejszych sytuacjach. Czasem dowiadujemy się o tym, że jedna z osób, które zaprosiliśmy_łyśmy do debaty, na chwilę przed nią postanowiła ją zbojkotować. Czasem, wychodząc na pikietę, orientujemy się, że zrobiliśmy_łyśmy błąd ortograficzny na plakacie. Takie chwile podnoszą poziom stresu, ale pomagają nam też stawić kolejny krok w aktywistycznej drodze.

Na szczęście szybko udało się nam naprawić błąd :)
Na szczęście szybko udało się nam naprawić błąd :)

Jak widać, niektóre osoby są w stanie skwitować cały mój wywód stwierdzeniem, że „to wszystko jest bez sensu” . Zmiana naszego otoczenia, czasami jeszcze szerszej rzeczywistości, a przede wszystkim nas samych. Podbudowanie ludzi, dostających kartkę z napisem „Jesteś wspaniała taka, jaka jesteś” albo otwarcie oczu fanatykowi mięsa podczas wegańskiej akcji – „abstrakcje, z których nic nie mamy”. Nowe doświadczenia, poznawanie wspaniałych ludzi, rozwój osobisty czy poczucie solidarności – „to nic konkretnego”. Idąc tym tokiem myślenia, jestem w stanie przytoczyć jedną konkretną rzecz, jaką zyskałem dzięki aktywizmowi. Były to cztery cheeseburgery, które podarował nam przemiły człowiek podczas akcji „Polska nie tylko dla Polaków”. Jeśli cały mój aktywizm miałbym sprowadzić do tych czterech cheesburgerów, z dumą mogę powiedzieć, że działałem i będę działał właśnie dla nich!

Wypowiedz się! Skomentuj!
Podziel się z innymi:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
BRACIA S – wyobraźmy sobie, że dwie osoby, które mają krytyczny stosunek do otaczającej ich rzeczywistości, zaczynają działać społecznie. Pójdźmy dalej - niech te dwie osoby będą parą osiemnastolatków. Żeby lekko podkolorować, będą nimi bracia bliźniacy. Niech mają na imię Patryk i Mateusz. A co, jeśli to wszystko okaże się prawdą? Poznajcie Braci S i ich punkt widzenia.