Tolerancja? Nie, dzięki!Jesteśmy tolerancyjni! – takim napisem wchodzące osoby wita jedna z rawickich szkół. Jedyne, co mogę zrobić w takim momencie, to ironicznie podziękować za informację, że obecność moja oraz reszty „Innych” będzie tam łaskawie znoszona.

Patryk Sierpowski

Jak widać, moda na zapewnianie o swojej tolerancji ma się całkiem dobrze. Nie chciałbym teraz rozwodzić się nad tym, czy założenia te są zgodne z prawdą, bo wówczas musiałbym też przedstawić kontrast, jaki stwarza napis, o którym wspominam wcześniej, z tym, co można usłyszeć na korytarzach od uczniów czy na lekcjach, chociażby od pracującego w szkole księdza. W tym momencie istotniejsze jest dla mnie samo pojęcie tolerancji.

Tolerując pewną osobę, przyjmujemy do wiadomości, że funkcjonuje ona na tym samym świecie, co my. Znosimy jej obecność, chociaż nie musimy akceptować reprezentowanych przez nią cech. Jednak czy dany człowiek faktycznie potrzebuje naszej zgody na istnienie? Czy sądzimy, że polepszymy mu humor, informując go, że ktoś znosi to, jaki jest? Tolerancja, chociaż stanowi pewien krok ku stworzeniu bezpiecznej, wolnej od przemocy przestrzeni, nie porzuca wartościowania ludzi przez cechy od nich niezależne. U jej podstaw nadal leży poczucie wyższości, które przez promocję tej, wydawałoby się, pozytywnej postawy tylko się utwierdza.

Z tego powodu deklarowanie tolerancji uznałbym za dużą gafę, będącą raczej powodem do wstydu, niż dumy. Często oświadczenie to ogranicza się tylko do zauważenia, że potrafimy przeboleć czyjąś obecność, a tym trudno się szczycić. Warto zatem pamiętać, że nikt nie potrzebuje czyjejś zgody na to, żeby realizować siebie na każdej możliwej płaszczyźnie i nie reagować zdziwieniem, kiedy po zapewnieniu o naszej tolerancji usłyszymy: „Dzięki, ale obejdę się bez twojej łaski”.

Wypowiedz się! Skomentuj!
Podziel się z innymi:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
BRACIA S – wyobraźmy sobie, że dwie osoby, które mają krytyczny stosunek do otaczającej ich rzeczywistości, zaczynają działać społecznie. Pójdźmy dalej - niech te dwie osoby będą parą osiemnastolatków. Żeby lekko podkolorować, będą nimi bracia bliźniacy. Niech mają na imię Patryk i Mateusz. A co, jeśli to wszystko okaże się prawdą? Poznajcie Braci S i ich punkt widzenia.