janet-jackson-unbreakable-album-coverMinęło 7 lat od średnio przyjętego krążka „Discipline”. W tym czasie zmarł sławny brat, cała rodzina pogrążyła się w walce o jego majątek, a sama Janet skupiła się na swoim życiu osobistym i wzięła ślub. W końcu nastąpiło przebudzenie.

Jackson postanowiła bronić honoru rodziny i przypomnieć o swojej niegdyś błyszczącej sławie. Zaangażowała się i wzięła udział w pisaniu oraz produkcji wszystkich 17 utworów znajdujących się na płycie. Standardowo znaleźć tam możemy zestaw ballad jak i potencjalnych, tanecznych hitów, ale po kolei.

Drugi singiel jest kolejną kolaboracją z królową Missy Elliott. Szybki, taneczny numer, który jest fajny na imprezę, ale wyraźnie przestarzały. The Great Forever jest największym wow. Wpada w ucho podczas pierwszego przesłuchania jak nic innego na tym albumie. Taneczna muzyka w średnim tempie współgra rewelacyjnie z mocnym głosem Janet, momentami do złudzenia przypominającym Michaela. Obstawiam, że będzie to trzeci singiel. Shoulda Known Better jest drugim najlepszym utworem na płycie. Ciekawe połączenie delikatnego głosu i minimalnego akompaniamentu podczas zwrotek oraz wyraźnie silniejszego podczas elektronicznego refrenu. Night przyjemnie nastraja przed szaloną nocą i przypomina brzmienie Kylie. Pierwszy singiel, No Sleeep, jest krótko mówiąc pomyłką. Nudny i przeciętny utwór jakich wiele. Najgorsze jest to, że zajmuje na albumie dwie pozycje. Wersja solo oraz druga z raperem.

Podejrzewam, że fani są w niebie, ale co do reszty, nie jestem przekonany. Jest kilka bardzo dobrych utworów, do których wracam w ostatnich dniach codziennie, ale większość nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Po prostu przepadły bez echa. Darzę Janet dużym szacunkiem, więc za jakiś czas wrócę do albumu i dam mu kolejną szansę, ale nie nazwałbym tego wielkim powrotem. Jeśli chodzi o kilka numerów – dobra robota – reszta – przeciętna.

Wypowiedz się! Skomentuj!
Podziel się z innymi:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
PEDALSKIE UCHO – łyk kultury. Nie koniecznie tej wysokiej. Muzyczne refleksje geja, który się zna. Skąd się zna? Ano stąd, że żyje muzyką od zawsze. Otwartość na nowe brzmienia, muzyczne niespodzianki, szalone zwroty akcji - to wszystko sprawia, że współczesna muzyka nie ma dla mnie tajemnic. Teraz będę się dzielić swoimi przemyśleniami z Wami.