Gay-bar-pole-dancingFilozofia „ życia dla weekendu” jest bliska wielu krakowskim studentom. Szczególnie, gdy mowa o tej nieheteronormatywnej części, która po 18 latach spędzonych w pipidówkach chce odreagować w nowym mieście i nowym towarzystwie. Oni kochają imprezy, są nimi zafascynowani. Już w poniedziałek marzą o piątku, mimo że nadal leczą kaca.

Najważniejszy jest oczywiście copiątkowy rytuał trucia się na potęgę nikotyną, alkoholem i proszkami, których znają jedynie cenę i przybliżone działanie. Każda poważna ceremonia wymaga też odpowiedniego stroju i nastrojowej muzyki. Osoby, które dopiero wchodzą w ten magiczny świat można poznać właśnie po ubiorze. Oni się jeszcze starają. Chcą wyglądać zajebiście. Nałożą lepsze ubrania, podmalują swe młode twarze, spryskają się cali perfumami, fantazyjnie ułożą włosy…

Nieważne, że tak naprawdę idą do pedalskiej meliny klasy Z. Nie wiedzą o tym, że zgraja pijanych i odurzonych imprezowiczów ma ich kreacje w dupie. Że w tych ciemnościach i tak nie widać ich syfów. Że pośród papierosowego dymu i odoru potu nikt nie wyczuje ich zapachu. W końcu – że pod koniec imprezy i tak będą mieć gówno na głowie, a ich lakier (podobnie jak i fluid) razem z potem wsiąkną w ich nowe T-shirty i koszule (#jakjamamtowyprać?). Starzy wyjadacze mają już wyjebane. Wiedzą, że nawet jeśli zechce im się ruchać, nie będą mieć z tym żadnego problemu. Zestaw alcohol&white stuff często działa lepiej od godziny przed lustrem.

Muzyka… Nie oszukujmy się – polskie gejowskie kluby, to nie Berghain. OK, może raz na jakiś czas usłyszysz coś fajnego, ale to tak, jakbyś odpalił Grindra na podkarpackiej wsi – szansa jeden na milion. Jeśli chcesz posłuchać ze znajomymi muzyki której lubisz – lepiej zacznij myśleć kto ma dobre głośniki i jedź do niego na after.

Jak wiele rytuałów (szczególnie tych podczas których zażywa się substancje psychoaktywne, w tym alkohol), tak i ten ma pewne skutki uboczne. Kac i zjazd to najmilsze z nich wszystkich. Zawsze lepiej rzygać, czy płakać pół dnia, niż złapać HIV, albo nawet mononukleozę. Osobiście wolę też przeleżeć po imprezie cały dzień w łóżku z bólem głowy, niż zgubić telefon – ale to już zależy od grubości Twojego portfela. Który również może Ci zginąć.

Ale skoro wszystko jest takie chujowe, to dlaczego pedalskie mekki nie narzekają na brak klientów? Oto tajemnica wiary. Może to sposób na zaspokojenie jakiegoś podświadomego masochizmu? A może wręcz przeciwnie – wszyscy jesteśmy sadystami pragnącymi widoku zniszczonych, wymęczonych i umierających młodzieńców nad ranem? Niewykluczone, że chodzi o przekraczanie własnych barier, na co zwrócił uwagę H.G. Bissinger mówiąc:

I’m gonna party, see how intoxicated I can get and how many rules I can flaunt. That’s my motto.

Chętnie zastanowiłbym się nad tym trochę dłużej, gdyby nie fakt, że właśnie leczę kaca. Pomóżcie, pogdybajcie i wyręczcie mnie w komentarzach.

Wypowiedz się! Skomentuj!
Podziel się z innymi:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
KRAKOWSKI SPLEEN – perspektywa pozawarszawska i może tym cenniejsza właśnie. Analiza zwyczajów, zachowań i typowych dla Krakowa sytuacji. Obserwacja gejowskiego życia w mieście spowitym smogiem. Spotkasz tu małych chłopców, prężących pośladki przy barze w Coconie w oczekiwaniu na drinka od starszego dżentelmena. Usłyszysz również o dużych chłopcach - szukających szybkiego seksu pośród ubrudzonych przeróżnymi wydzielinami, walających się rolek papieru i stłuczonych butelek. Kraków wita!